DZIŚ
Międzynarodowy Dzień Walki z RakiemMiędzynarodowy Dzień Walki z Rakiem
PODOBNE WIADOMOŚCI
- Konstruktor transatlantyków » (27.09.2007)
- Ludzie sektora: Iza Rutkowska » (03.02.2012)
- Uwolnić książki od kurzu i zapomnienia » (31.01.2012)
- Ludzie sektora: Jacek Wnuk » (13.01.2012)
- Ludzie sektora: Maria Holzer » (30.12.2011)
- Dobro powraca » (23.12.2011)
- Maria Ewertowska. Wolontariat po pięćdziesiątce » (23.12.2011)
Ludzie sektora: Jakub Wygnański
Jakub Wygnański, jak sam mówi, dużą część swojego życia poświęcił na wymyślanie różnych rzeczy dla sektora pozarządowego i na sumieniu ma wiele instytucji, które tworzył lub współorganizował. – Pewnie z 80% tych pomysłów przepadło gdzieś po drodze, z 10% było kompletnie bez sensu, ale trochę się udało.
Czym się zajmuje?
– Tym, czym zwykle – staram się wespół z innymi założyć nową instytucję. Tym razem chodzi o Pracownię Badań i Innowacji Społecznych „Stocznia”. Ma to być w pewnym sensie nowy typ instytucji. Coś, co można by określić jako instytucja „sieciocentryczna” w odróżnieniu od klasycznych instytucji „egocentrycznych”. „Stocznia” powstaje we współpracy organizacji pozarządowych oraz środowiska akademickiego. Jej współtwórczynią jest prof. Anna Giza-Poleszczuk z Instytutu Socjologii UW. Chcielibyśmy, aby „Stocznia” była taką platformą, na której bardzo różne środowiska: decydenci, aktywiści i akademicy spotykają się, aby dyskutować o różnych rzeczach – w szczególności jednak o rozwoju społeczności lokalnych i partycypacji obywatelskiej. Bardzo mi na tym zależy i myślę, że jestem gotów poświęcić się tej idei na wiele lat – mówi Wygnański.
– Wiele instytucji, które jakoś tworzyłem, jest dla mnie ważnych. Według mnie sukces polega na tym, że sporo z nich dobrze funkcjonuje, i świetnie sobie daje radę beze mnie. Pewnie moim najważniejszym przedsięwzięciem i też największym sukcesem, w tym właśnie sensie, jest Stowarzyszenie Klon/Jawor – opowiada. – Ale mam też takie swoje prywatne sukcesy. Staram się nie zwariować, próbując połączyć to wszystko, na czym mi zależy. Próbuję mieć ciekawą i inspirującą pracę, a jednocześnie nie pogubić się w sprawach osobistych i rodzinnych. Za sukces uważam jednak przede wszystkim to też, że nie udało się mi wydorośleć do końca, że ochroniłem w sobie dużo z dziecka i młodzieńca – niezbędną cząstkę naiwności oraz marzeń – i udało mi się do ich realizacji zaprząc siły dorosłego mężczyzny. W głębszym sensie to właśnie uchwycenie tej równowagi wydaje mi się olbrzymim wyzwaniem dla każdego mężczyzny. Chciałbym jak najdłużej zachować poprawną proporcje idealizmu i realizmu – dodaje.
– Szczęśliwie dla mnie samego nie mam czegoś, co nazwałbym taka megaporażką – czymś, co na zawsze zatruwałoby mnie jakoś od środka. Zresztą, ja się nie boję porażek. Boje się jednak własnych błędów, a w szczególności własnej małości i własnej pychy, bo one tworzą nierozłączną parę. Codziennie popełniam mnóstwo błędów i staram się z nimi walczyć. Wielu rzeczy żałuję, ale szczerze mówiąc bardziej tych, których nie zrobiłem niż tych które zrobiłem – wyznaje.
Kuba Wygnański lubi być pomiędzy ludźmi, ale też bardzo ceni sobie chwile, kiedy może być sam ze sobą. Jest mu to niezbędne dla zachowania jakiejś wewnętrznej równowagi.
– No cóż, odkrywam, że się starzeję. Czas, kiedy na wszystko było za wcześnie i na wszystko wydaje się za późno okazał się jakoś okrutnie krótki. Nie mam już tyle sił co dawniej. Muszę więcej sypiać, czasem odpoczywać i dlatego coraz częściej marzę po prostu o tym, aby starczyło mi zdrowia na to moje zabieganie i na te moje marzenia. Ogólnie rzecz biorąc sam się o siebie trochę martwię. Muszę tak to wszystko jakoś wyregulować, żeby nie złapać po drodze gumy, że się tak wyrażę. Mam też całe mnóstwo marzeń dotyczących Polski i jej urządzania. Tu chciałbym pozostać niepoprawnym marzycielem i marzę o tym, aby spotykać ludzi, którzy w sobie takiego marzenia nie stłamsili.









