Przejdź do treści głównej

Paweł Cywiński: Szukaj wiedzy, gdy cię straszą [wywiad]

autor(ka): Agata Diduszko-Zyglewska
2017-12-31, 23:33
Chlebem i solą - demonstracja wsparcia dla uchodźców
Paweł Cywiński: Warto rozmawiać ze znajomymi, którzy mają inne poglądy – Chlebem i Solą chętnie dzieli się wiarygodnymi danymi, na których można się oprzeć. Zwykli ludzie muszą rozmawiać ze zwykłymi ludźmi na poziomie mniej emocjonalnym i używając sprawdzonej wiedzy. Zmiana dzieje się wtedy, kiedy razem dochodzimy do tego, jak jest naprawdę. Musimy zdać sobie sprawę z tego, że jesteśmy manipulowani przez handlarzy strachu. To nieświadomość ludzi daje im siłę.

Agata Diduszko-Zyglewska: Współtworzysz portal uchodźcy.info, który stanowi jedno z działań Inicjatywy Chlebem i Solą, której także jesteś współtwórcą. Od kiedy działacie?

Paweł Cywiński: – Od około czterech lat. To się zaczęło jeszcze przed tak zwanym „kryzysem uchodźczym” – wtedy, kiedy w „Gazecie Wyborczej” ukazała się seria artykułów dotyczących bardzo złych standardów mieszkaniowych w ośrodkach dla uchodźców. Spotkaliśmy się w kilka osób i zaczęliśmy się zastanawiać, co z tym zrobić.  Zaczęliśmy organizować zbiórki, wysyłki rzeczy tirem do Bułgarii, na Ukrainę, debaty, zbiórki pieniędzy dla organizacji pozarządowych, które pomagały uchodźcom. Sam „kryzys uchodźczy” jako fakt medialny trafił do świadomości społecznej w czasie kampanii wyborczej w 2015 roku, na miesiąc przed wyborami prezydenckimi. 

W ciągu ostatnich dwóch lat wasza działalność stała się ważnym punktem odniesienia dla rosnącej grupy ludzi. Potwierdzają to też nagrody, które otrzymaliście: „Nagroda Międzykulturowa” austriackiego Federalnego Ministerstwa Integracji, Europy i Spraw Międzynarodowych dla uchodźcy.info w kategorii „Media” za rzetelność i „Pióro Nadziei” Amnesty International dla ciebie za pracę na rzecz portalu uchodźcy.info.

P.C.: – Mamy rzeczywiście spore zasięgi – zarówno na stronie, jak na naszym profilu na Facebooku. Od początku nie traktowaliśmy Facebooka jako medium społecznościowego tylko jako narzędzie dotarcia do ludzi z naszymi treściami. Opłacamy i „mikrotargetujemy” każdy post, dzięki temu docieramy do tych, do których chcemy dotrzeć i mamy potężne zasięgi. Przeciętnie kilkadziesiąt tysięcy osób dziennie czyta nasze materiały. Raz na tydzień lub dwa zdarzają nam się posty z kilkusettysięcznym zasięgiem. Zrobiliśmy piętnaście filmików, które w sumie obejrzało trzy miliony ludzi. Ważnym elementem naszej pracy jest umiejętne docieranie do konkretnych ludzi z konkretnymi informacjami. Świadomie kopiujemy pewne wzory biznesowe, jeśli chodzi o komunikację społeczną. Dzięki temu działamy komunikacyjnie skuteczniej niż przeciętna organizacja pozarządowa. 

Co to znaczy?

P.C.: – Działamy na tym polu precyzyjniej. Mamy narzędzia analizy odbioru naszych treści, w tym konkretnych wzmianek. Wiemy, co jakie wzbudza emocje, jaki temat w jakich miejscach internetu jest ważny, co należy odmitologizować, na co szybko reagować, jakie kłamstwo wypowiedziane publicznie stłamsić, zanim stanie się wszechobecną „prawdą”. 

Publikujecie różnego rodzaju treści: demaskujecie kłamstwa i populistyczne wypowiedzi polityków, ale także pokazujecie i interpretujecie sondaże, analizy, streszczacie naukowe opracowania. 

P.C.: – Mamy od początku kilka zasad, które stały się naszym znakiem rozpoznawczym. Po pierwsze: my wytwarzamy treści. Nie szerujemy, nie kopiujemy. Czytamy raporty, sondaże, badania, które pojawiają się non stop. Dzisiejszy kryzys migracyjny jest najlepiej zbadanym kryzysem w historii ludzkości. Staramy się wyłuskiwać najważniejsze rzeczy z tych hermetycznych naukowych tekstów i tłumaczyć je na język zrozumiały dla przeciętnego człowieka.

Po drugie: nasze treści muszą być ładnie podane. Ładne infografiki, filmiki i ciekawe posty to skuteczne narzędzie. Po trzecie: za każdym razem podajemy źródła naszych informacji, tak żeby każdy chętny mógł sam sprawdzić, że mówimy prawdę.

Naszą czwartą zasadą jest bezwzględna walka z kłamstwem i hejterstwem. Do tej pory zablokowaliśmy około dwóch tysięcy osób na naszym profilu. To niekoniecznie osoby, które mają antyuchodźcze poglądy. Blokujemy każdego, kto używa wulgaryzmów. To spowodowało, że nasz portal jest miejscem, w którym można prowadzić dyskusję pod postami w sposób w miarę merytoryczny. Udało nam się stworzyć miejsce w internecie, w którym na kontrowersyjny temat rozmawia się w sposób demokratyczny czyli umożliwiający każdemu wypowiedzenie się bez obawy, że zostanie się zbluzganym czy poniżonym.

W jednym z niedawnych postów przytaczacie wyniki badań CBOS  dotyczące tego, kto jest najbardziej niechętny uchodźcom. Wygląda na to, że najbardziej niechętna jest młodzież, robotnicy, ludzie mieszkający na wsi, ubożsi, ludzie najbardziej religijni i o niesprecyzowanych poglądach politycznych. Politykom najwyraźniej udało się skutecznie przestraszyć najbardziej bezbronne wobec manipulacji grupy społeczne. Tych ludzi niełatwo znaleźć poprzez media społecznościowe.

P.C.: – Tak, to jest bardzo trudne i kosztowne. Obecnie projektujemy takie narzędzia, które pomogą nam wyrwać się z naszej bańki. Muszę uczciwie powiedzieć, że uchodźcy.info to narzędzie, które wzmacnia osoby popierające przyjęcie uchodźców lub niezdecydowane w tej sprawie. Dajemy im informacje i argumenty. I to jest ważne zadanie w świecie, w którym mało kto publicznie podtrzymuje te racje. Natomiast dotarcie na przykład do użytkowników Facebooka mieszkających na wsi – a stanowią oni trzy czwarte wszystkich użytkowników Facebooka – jest o wiele trudniejsze. Uczymy się tego, jak to się skutecznie robi za granicą. Sprawdzamy, jak wyglądały różne kampanie społeczne i polityczne, które przekraczały granice własnych baniek. Zbieramy fundusze na to, żeby móc na stałe prowadzić tego typu komunikację społeczną. Jest to niezwykle skomplikowane. A jeśli nie przygotujemy się do tego dobrze, to również niezwykle kosztowne. Współpracujemy ze specjalistami i analitykami, którzy pokazują nam, jak to zrobić taniej. Nie jesteśmy bogatą instytucją. Prawie wszyscy pracujemy nad tym za darmo. 

Postanowiliście sformalizować swoje działanie i założyliście fundację, która właśnie zaczyna działać. Dlaczego wykonaliście ten krok? To pomoże wam łatwiej pozyskiwać fundusze?

P.C.: – Wcześniej mieliśmy wstręt do organizacji formalnych, hierarchicznych, które są łatwiejsze do kontroli przez państwo, bo mamy poczucie, że państwo raczej nie sympatyzuje z tym, co my robimy. Ale na pewnym etapie rozwoju po prostu trzeba mieć formę prawną, która jest parasolem dla wielu działań i ułatwia zbieranie funduszy z wielu źródeł. Pół roku czekaliśmy, aż nas KRS zarejestruje. W końcu się udało i powołaliśmy Fundację Polska Gościnność, która będzie trzymała organizacyjną pieczę nad różnorodnymi działaniami Chlebem i Solą.

Przez ostatnie lata pracowaliśmy jak jacyś partyzanci społeczni i mam nadzieję, że nie zatracimy tej istoty naszego działania – tego, że współtworzymy pewne środowisko różnych ludzi wywodzących się z różnych organizacji. Nasze umiejętności się uzupełniają i razem współdecydujemy o tym, w których kierunkach podążać. Marzy nam się, żebyśmy nie byli stereotypową organizacją pozarządową – przez co rozumiem pewną formalizację działań – tylko żebyśmy jak dotąd byli tworem pomiędzy światem akademickim, pozarządowym, aktywistycznym, medialnym i poniekąd również światem politycznym.

Jeśli ten plan się nie uda, to może trzeba będzie rozwiązać fundację. Nie traktujemy jej jako kolejnego kroku w rozwoju, tylko jako kolejne narzędzie. Jeśli się nie sprawdzi i spowoduje niepotrzebne napięcia wewnątrz zespołu fantastycznych ludzi, to odrzucimy je jako nieużyteczne dla nas.

Dlaczego według was w kraju, w którym właściwie nie ma uchodźców, stosunek do nich jest tak ważną sprawą?

P.C.: – To zadam ci pytanie: czy wiesz, w jakim kraju europejskim 74% obywateli chce przyjąć uchodźców?

Nie wiem...

P.C.: – W Polsce w maju 2015 roku. Okazało się, że w ciągu kilkunastu miesięcy udało się politykom przekonać osiem do jedenastu milionów Polaków do drastycznej zmiany poglądów: z bycia bardzo „za”, do bycia bardzo „przeciw”. A mówimy tu o postawach społecznych. Żadna nawet droga i profesjonalna kampania tradycyjna nie jest w stanie tak szybko zmienić postaw wynikających z wartości u tak dużej masy ludzi.

Zaczęliśmy się nad tym zastanawiać i doszliśmy do tego, że ta zmiana opiera się na trzech paradygmatach dotyczących wartości. Po pierwsze: mamy do czynienia z odreagowaniem społecznym po  latach dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych – to odreagowanie to poczucie, że my teraz możemy sobie pozwolić na pogardę wobec obcego, innego.

Po drugie: kwestia dotycząca bezwstydu czyli walka z polityczną poprawnością i tzw. „pedagogiką wstydu”. Wytworzono przyzwolenie na zachowania otwarcie agresywne i przemocowe – te, które wcześniej powstrzymywało poczucie wstydu.

Trzecia rzecz to strategia socjotechniczna znana od tysiącleci, czyli zarządzanie strachem. Ono polega na tym, że wytwarza się poczucie lęku łącząc z tematem uchodźczym bardzo wiele społecznych obaw, a potem mówi się ludziom: my was przed tym uratujemy. Z analiz dyskursu medialnego i politycznego po dojściu PiS do władzy jednoznacznie wynika, że mamy w tym wypadku do czynienia z klasycznym zarządzaniem strachem. Badania wykonane w kwietniu 2017 roku wykazują, że dwie główne obawy Polaków to zamach terrorystyczny albo przyjęcie uchodźców, a dopiero o wiele dalej mamy takie sprawy, jak utrata pracy czy zubożenie na starość – a przecież to o wiele realniejsze zagrożenia dla większości Polaków. A więc udało się doprowadzić do tego, że obawy ludzi nie są kompatybilne z realnymi zagrożeniami.

To wygodne dla polityków, ale niebezpieczne dla społeczeństwa. Na pewno łatwiej przeciwdziałać tym nierealnym zagrożeniom niż skutecznie zadbać o prawa pracownicze czy prawa seniorów, a tymczasem przestraszeni ludzie nie upominają się o to, co naprawdę jest zaniedbane.

P.C.: – Tak. Według mnie zarządzanie strachem jest obecnie jednym z głównych narzędzi komunikacji politycznej. I nie chodzi tylko o to, co mówią sami politycy, ale także o to, co mówią usłużni im dziennikarze, najczęściej prawicowi. Jestem też pewien, że to jest na różne sposoby rozgrywane przez siły zewnętrzne, na przykład rosyjskie. Dane dotyczące rosyjskiego wpływu na wybory w Stanach Zjednoczonych, przygotowane przez Facebooka, Twittera oraz Google, wyraźnie pokazują, jak polaryzowanie społeczeństwa i zmniejszanie zaufania społeczeństwa do państwa pozwala skutecznie kierować ludźmi. Tam także używano argumentu migracyjnego. Skuteczność zarządzania strachem jest też oczywiście wynikiem słabości komunikacyjnej polityki europejskiej dotyczącej tego, co się dzieje i dlaczego Unia działa w kontekście problemu tak albo inaczej.

Rozumiem, że to co mówisz o różnych skalach działania mechanizmu zarządzania strachem jest ostrzeżeniem. Nasi krajowi macherzy, którym wydaje się, że dzięki tej technice sprawnie zarządzają nastrojami społecznymi, nie widzą, że za ich plecami jest jeszcze większy mechanizm.

P.C.: – Konsekwencją rozbudzania lęków społecznych jest coś, co jest dramatyczne z punktu widzenia kultywowania polskości – to spadek zaufania wewnątrz naszego własnego społeczeństwa. Nie ufamy sobie, kłócimy się coraz bardziej. Podzieleni, jesteśmy bardziej elastyczni, łatwiej nas urabiać i narzucać nam różne rzeczy. Ludzie, którzy czują się patriotami, nie powinni się godzić na takie rozgrywanie społeczeństwa.

Wracając do naszej pracy: my nie próbujemy nikomu wmówić, że przyjmowanie uchodźców to bezproblemowy proces. Jest to skomplikowany proces, który w 2015 roku trochę wymknął się spod kontroli, jeśli chodzi o skalę. Ale mamy wiedzę, jak to robić sensownie. Badania, na których możemy się opierać, prowadzono od wielu dekad. Współczesna technologia pozwala analizować sytuację z godziny na godzinę. Możemy sobie z tym wszystkim doskonale poradzić. Niestety upolitycznienie tej sprawy skutecznie uniemożliwiło rozwiązanie jakichkolwiek problemów. Tak będzie także z innymi problemami, dlatego przed nami, Polakami, stoi bardzo ważne i niełatwe zadanie – musimy nauczyć się walczyć z zarządzaniem strachem, musimy zdać sobie sprawę, że padliśmy ofiarami marketingowych macherów politycznych. 

Padliśmy ofiarami wielkiej manipulacji. A innymi ofiarami tej manipulacji są nie tylko uchodźcy, ale wszyscy imigranci, którzy kojarzą się ludziom ze słowami uchodźca-muzułmanin-terrorysta czyli ze zlepkiem, którym grają handlarze strachu. Bicie i opluwanie ludzi na ulicach staje się naszą rzeczywistością. My w uchodźcy.info staramy się zawalczyć o podejście do tego wszystkiego tych dziesięciu dziewięciu czy jedenastu milionów ludzi, których zmanipulowano.

Jak można wam pomóc?

P.C.: – Bardzo ważne jest wychodzenie z baniek. Warto rozmawiać ze znajomymi, którzy mają inne poglądy – Chlebem i Solą chętnie dzieli się wiarygodnymi danymi, na których można się oprzeć. Zwykli ludzie muszą rozmawiać ze zwykłymi ludźmi na poziomie mniej emocjonalnym i używając sprawdzonej wiedzy. Zmiana dzieje się wtedy, kiedy razem dochodzimy do tego, jak jest naprawdę. Musimy zdać sobie sprawę z tego, że jesteśmy manipulowani przez handlarzy strachu. To nieświadomość ludzi daje im siłę.


Dowiedz się, co ciekawego wydarzyło się w III sektorze. Śledź wydarzenia ważne dla NGO, przeczytaj wiadomości dla organizacji pozarządowych.
Odwiedź serwis 
wiadomosci.ngo.pl



Poznaj ofertę SCWO: warszawa.ngo.pl/scwo



Źródło: Inf. własna (warszawa.ngo.pl)
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 8 1

Skomentuj

KOMENTARZE

Nie ma żadnych komentarzy

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • antydyskryminacja
  • dialog społeczny, społeczeństwo obywatelskie
  • edukacja globalna i rozwojowa
  • obcokrajowcy, migranci
  • pomoc humanitarna
  • prawa człowieka