DZIŚ

Dzień KundelkaDzień Ustawy o Ochronie Zwierząt

kalendarz | termin ucieka | newsletter | dodaj wiadomość

Historyczni społecznicy

Choć zawdzięczamy im szkoły, szpitale, kluby towarzyskie oraz straż pożarną, wciąż niewiele o nich wiemy. O tym, kim byli warszawscy społecznicy, w jaki sposób pomagali, jakie były ich motywacje i dlaczego warto o nich pamiętać, rozmawiamy z autorami najnowszej publikacji fundacji Cultus - „Warszawski ruch społecznikowski”.

Wiadomość archiwalna

A A A

autor(ka): Rafał Gębura

2011-01-19, 07.12
Autorzy, Tadeusz Świątek i  Rafał Chwiszczuk (z prawej)

Skąd pomysł na książkę?

Tadeusz Świątek: – Historią Warszawy zajmujemy się od wielu lat. Działalność prospołeczna na jej terenie to temat interesujący i istotny. Dla mnie to także temat szczególnie bliski. Wielu moich przodków było społecznikami. Mój pradziadek – Jan Wilhelm Liebelt był jednym z fundatorów warszawskiego pomnika Adama Mickiewicza. Jego odsłonięcie miało miejsce 24 grudnia 1898 r. w setną rocznicę urodzin wieszcza. Pamiątką po tym wydarzeniu jest niewielki medalionik, który dziś przypomina mi o Jego szlachetnych czynach.

Rafał Chwiszczuk: – Gdy dowiedzieliśmy się, że urząd miasta rozpisał projekt na podobną publikację, wystartowaliśmy w konkursie i wygraliśmy go. Warszawska działalność prospołeczna to bardzo szeroki i wciąż nieodkryty temat. Mamy nadzieję, że nasza książka pozwoli mu się lepiej przyjrzeć.

Czy historyczna rola społeczników jest niedoceniona?

T.Ś.: – Zdecydowanie tak. Rola społeczników była od zawsze bardzo duża, a temat ten w dzisiejszej historiografii jest zagubiony i traktowany wyraźnie po macoszemu. Sfera działalności społecznej nie jest opisana wystarczająco. Bohaterowie tamtych czasów nie szukali poklasku. Z drugiej strony władza niechętnie opowiadała o tym, że inni wyręczają ją w obowiązkach. Był to od zawsze temat dość wstydliwy. A społecznikom zawdzięczamy m.in. szkoły, świetlice, biblioteki, szpitale, placówki opieki społecznej, pomniki oraz kościoły. Część z tych obiektów funkcjonuje do dziś. Aktywność społeczników doprowadziła także do powstania straży pożarnej, czy pogotowia ratunkowego.

Jak wyglądały prace nad powstaniem publikacji?

T. Ś.: – Wiedza na temat historycznych przykładów ruchu społecznikowskiego jest dość fragmentaryczna. Informacji należy szukać w wielu źródłach, ale na szczęście jest ich wystarczająco dużo. Naszym zadaniem było pozbieranie ich i poskładanie w jedną całość. Największa trudność polegała na odrzuceniu niepotrzebnego materiału i wyselekcjonowaniu tego najbardziej interesującego.

R. CH.: – W książce umieściliśmy sporo interesujących fotografii. Pięć zostało opublikowanych po raz pierwszy. Na szczególną uwagę zasługuje zdjęcie Pragi wykonane z lotu ptaka, które pochodzi z czasów I wojny światowej. Widać na nim m.in. synagogę przy ulicy Szerokiej. Zdjęć z tamtego okresu, które przedstawiają Pragę jest bardzo mało, a wiele dokumentów znajduje się w rękach obcokrajowców. Część fotografii odkupiliśmy od pewnego Niemca, który zupełnie nie zdawał sobie sprawy z ich wagi.

Z książki dowiadujemy się, że pierwszymi społecznikami byli rzeźnicy. Na czym polegała ich aktywność społeczna?

R. CH.: – To prawda, był to XIII w. Ich społeczna aktywność polegała przede wszystkim na tym, że się w ogóle zorganizowali. W tych czasach to nie było łatwe. Nie można było się zrzeszać. To wszystko pachniało rewoltą, więc tego rodzaju działania nie były mile widziane. Pierwszymi zrzeszeniami były wówczas cechy, które skupiały rzemieślników konkretnego zawodu. Troszczyły się one o swój zawód, jego wysoki prestiż oraz, co naturalne, interesy. Ci pierwsi zrzeszeni w cech poświęcali się także działalności społecznej – np. gasili pożary. Jedni dowozili wodę, inni dostarczali drabiny. W tych czasach nie było straży pożarnej i to cechy udzielały zorganizowanej pomocy.

W podobny sposób zorganizowano pogotowanie ratunkowe?

R.CH.: – Pogotowanie ratunkowe zawdzięczamy dwóm arystokratom, braciom Konstantemu i Gustawowi hrabiom Przeździeckim. Jeden z nich wyjechał do Wiednia, skąd sprowadził na własny koszt trzy karety do przewozu rannych oraz niezbędne narzędzia. Następnie zatrudnili lekarzy, sanitariuszy oraz stangretów i zorganizowali pogotowie ratunkowe. W 1897 r., a więc w pierwszym roku działalności, pogotowie otrzymało 1279 wezwań. Trzy lata później 7837. Wówczas zatrudniało już 16 lekarzy i 9 sanitariuszy.

T.Ś.: – Bardzo ciekawą inicjatywę zapoczątkowali przemysłowcy: m.in. Emil Wedel (przemysłowiec branży cukierniczej) i Aleksander Temler (właściciel grabarni), którzy zainicjowali fundację łóżek w Szpitalu Ewangelickim przy ul. Karmelickiej. Część szpitalnych łóżek opatrzona została imieniem i nazwiskiem fundatora, a w banku posiadała znaczny fundusz depozytowy. Łóżka oczekiwały jednak nie na samych fundatorów, których z reguły było stać na przeprowadzenie operacji we własnym domu, ale na innych chorych i poszkodowanych. Koszty leczenia ludzi niezamożnych, także bezdomnych, finansowane były z funduszy depozytowych.

Jeden z rozdziałów książki poświęcony jest wyłącznie społecznikom. Kim byli ci ludzie?

T.Ś.: – Choć pochodzili z różnych sfer, byli to w zdecydowanej większości ludzie zamożni. Mieli w zwyczaju pomaganie innym. Uważano wręcz, że jest to ich obowiązkiem. Ale wśród wielkich społeczników byli także tacy, którzy nie od zawsze żyli w dostatku. Przykładem może być Karol Michler, warszawski młynarz. W 1886 roku założył na Woli potężne zakłady zbożowe, zrzeszając innych młynarzy. Był to dla nich ratunek, ponieważ zwiększająca się zabudowa Warszawy tamowała wiatr, przez co znaczna część wiatraków przestawała się kręcić. Część młynarzy musiała zwinąć swój interes. Inicjatywa Michlera przełożyła się na finansowy sukces, a wzrost zamożności uczynił z niego hojnego społecznika.

Znaczną cześć społeczników stanowili obcokrajowcy. Jaki mieli cel w tym, by pomagać w Polsce?

R.CH.: – Musieli przede wszystkim pomóc sobie, by mogli tutaj godnie żyć. Byli to głównie Niemcy, Szwajcarzy oraz Francuzi. W Polsce wiodło im się nie najlepiej, chcieli więc polepszyć swój byt. Nie mieli praw i przywilejów, musieli je w jakiś sposób wywalczyć. Choć dziś może wydawać się to szokujące, w XVI wieku luteranie oraz kalwini nie mogli chować swoich zmarłych w polskiej ziemi. Musieli wozić nieboszczyków ze sobą. Ich działania doprowadziły w efekcie do zniesienia dekretu o heretykach (z 1525 r.) oraz otwarcia pierwszego cmentarza dla dysydentów. To tylko jeden z przykładów. Najlepiej zorganizowana była kolonia szwajcarska, która posiadała m.in. własne biuro zatrudnienia sprawdzające uczciwość ofert pracy. Obcokrajowcom oraz ich aktywnej postawie zawdzięczamy naprawdę dużo.

Książka „Warszawski ruch społecznikowski” dostępna jest bezpłatnie w wersji elektronicznej na internetowej stronie Fundacji Cultus, www.cultus.org.pl.

Karetka pogotowia
Karetka pogotowia
źródło: inf. własna ngo.pl
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!

SKOMENTUJ

Uwaga, komentarz pojawi się na liście dopiero po uzyskaniu akceptacji moderatora.


KOMENTARZE

Nie ma żadnych komentarzy
Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.