DZIŚ

Międzynarodowy Dzień Walki z RakiemMiędzynarodowy Dzień Walki z Rakiem

Spotkajmy się na konsultacjach

Centrum Komunikacji Społecznej (CKS) chce przekonać zarówno warszawiaków, jak i urzędników, że konsultacje społeczne są idealną formą dialogu. Wszystko za sprawą realizowanego od ponad roku projektu „Wzmacnianie mechanizmu partycypacji społecznej w mieście st. Warszawie”. Rozmawiamy z jego koordynatorką – Anną Petroff-Skibą z CKS.

Wiadomość archiwalna

A A A

2010-09-01, 06.53

- Dlaczego urząd miasta rozpoczął realizację projektu?

Anna Petroff-Skiba – Projekt uzyskał dofinansowanie z Norweskiego Mechanizmu Finansowego i dzięki temu mogliśmy go zacząć realizować. Wszystko zaczęło się od tego, że zauważyliśmy w Centrum Komunikacji Społecznej, że w stolicy nie ma zbyt wielu konsultacji społecznych. A jeśli już się odbywają, to realizowana jest wersja minimum, czyli powieszony jest na BIP-ie link do jakiegoś dokumentu, a mieszkańcy mogą tylko składać do tego rozwiązania uwagi.

- Nie ma to nic wspólnego z konsultacjami.

A. P.-S. – Według obowiązującego prawa jest to konsultacja, czy też procedura z udziałem społeczeństwa. Nam jednak chodziło o to, aby pokazać, że konsultacje są doskonałym narzędziem dialogu z mieszkańcami. Narzędziem, dzięki któremu rozwiązania, jakie miasto wypracowuje, mogą być lepsze. Aby te rozwiązania rzeczywiście były lepsze i bardziej odpowiadały potrzebom mieszkańców należy właśnie prowadzić konsultacje społeczne. Nasze założenie było takie, że jeśli wszyscy nauczą się prowadzić konsultacje i zobaczą, że nie są one niczym groźnym, to taka forma dialogu na dobre zadomowi się w stolicy i będą posługiwać się nią zarówno biura miasta, jak i urzędy dzielnic. A mieszkańcy będą na nie chętniej przychodzić.

- Wzór dobrych konsultacji, oczywiście w dużym skrócie, zakłada, że najpierw konsultuje się pomysł, później założenia danego projektu, następnie konkretne propozycje. Potem tłumaczy się uczestnikom konsultacji, dlaczego wybrało się takie, a nie inne rozwiązania. Ponadto wszystkie kroki podejmowane w ramach konsultacji są jawne, a informacja o nich jest upubliczniona. Czy projekt zakłada właśnie taki schemat prowadzenia konsultacji w Warszawie?

A. P.-S. – Schemat jest faktycznie dobry, ale jak wszystkie schematy ma to do siebie, że nie można go zastosować do wszystkich miejsc i w każdej sytuacji. Jeśli na przykład robimy konsultacje na Woli dotyczące oświetlenie kompleksu podwórek, to nie poszliśmy do mieszkańców z propozycją, że chcemy tam zrobić oświetlenie. To było oczywiste, zresztą ludzie wcześniej zgłaszali taką potrzebę. I wtedy konsultacje nie są robione według tego schematu, bo wiemy, że jest ciemno, wiemy że będą fundusze na zrobienie tego oświetlenia, dlatego konsultujemy z mieszkańcami, gdzie te punkty świetlne mają zostać rozmieszczone. Ale z kolei w parku przy ulicy Opaczewskiej było inaczej. Przed wykonaniem projektu zmian tego terenu, weszli tam psychologowie środowiskowi, prowadzili badania i rozmawiali z mieszkańcami. Wyniki ich pracy zostały uwzględnione w projekcie. Jest on teraz przygotowywany i wkrótce zostanie zaprezentowany mieszkańcom, aby rozmawiać już o konkretnych rozwiązaniach. Oczywiście, zdajemy sobie sprawę z tego, że konsultacje powinno się przeprowadzać na jak najwcześniejszym etapie, ale czasem, z różnych przyczyn trudno jest w ten sposób to zrobić. Staramy się jednak, aby w naszym projekcie wszystko było robione wzorcowo, choć często po prostu życie weryfikuje różne rozwiązania.

- Projekt trwa ponad rok. Co już udało się zrealizować?

A. P.-S. – Zaczęliśmy od cyklu szkoleń, bo żeby urzędnicy mogli prowadzić konsultacje społeczne, muszą wiedzieć, jak je robić. Szkoliliśmy tak zwanych koordynatorów konsultacyjnych w dzielnicach i w biurach miasta, a także koordynatorów rewitalizacyjnych, którzy wyznaczeni są w dzielnicach. W szkoleniach wzięli też udział dyrektorzy biur oraz osoby z zarządów dzielnic. Nie było to przewidziane w projekcie, ale w trakcie jego realizacji doszliśmy do wniosku, że tak naprawdę konieczne jest przeszkolenie również osób decyzyjnych, od których przecież zależy wiele działań. W sumie, od jednej do dwóch osób z każdego urzędu dzielnicy zostały przeszkolone. Odbyły się też wizyty studyjne w Oslo, które jest naszym partnerem w projekcie. W Norwegii dialog z mieszkańcami prowadzony jest bardzo intensywnie i modelowo, dlatego pojechaliśmy tam, aby zobaczyć w praktyce, jak takie rozmowy wyglądają. Została też przygotowana diagnoza konsultacji społecznych w Warszawie przez Pracownię Badań i Innowacji Społecznych „Stocznia”. Chcieliśmy zobaczyć, co, według zewnętrznych badaczy robimy źle, a co dobrze. I mając za sobą szkolenia, wizyty studyjne, diagnozę zaczęliśmy procedurę konsultacji dzielnicowych. Niedługo też ruszą konsultacje ogólnomiejskie, które zostały zaplanowane w projekcie.

- Zatrzymajmy się przez chwilę przy diagnozie wykonanej przez „Stocznię”. Jak w niej wypadliście?

A. P.-S. – Wyszło, że nie jest tak źle. Były uwagi dotyczące formułowania przekazu informacyjnego, że powinien być on jeszcze prostszy i spójny. A także, że powinniśmy trafiać do konkretnych grup docelowych. Ale też sami autorzy raportu mówili, że jest to bardzo trudne w konsultacjach, bo z jednej strony powinny obejmować maksymalnie dużo odbiorców, z drugiej – powinny być kierowane do konkretnych grup mieszkańców. Materiał „Stoczni” wskazywał nam, co trzeba kontynuować i pogłębiać, bo jest dobrym rozwiązaniem. Przecież pod hasłem działań konsultacyjnych kryje się wiele różnych rzeczy. Badacze oceniali także kilka faktycznych konsultacji. Zwracali uwagę, że ich tematy są czasem za trudne. Na przykład te dotyczące dużych dokumentów eksperckich. Problem polega jednak na tym, że ustawa o dostępie do informacji o środowisku wymaga konsultowania właśnie tego rodzaju dokumentów, choć wiemy, że są one niestrawialne dla przeciętnego mieszkańca.

- W takim razie wróćmy do projektu. Jakie konsultacje już się odbyły?

A. P.-S. – Zakończyliśmy konsultacje w dwóch dzielnicach. We Włochach odbył się warsztat z udziałem mieszkańców, bo tego rodzaju działanie też może być konsultacją. Chodziło o to, że od niedawna działa tam filia domu kultury i dzielnica Włochy chciała spytać mieszkańców, co mogliby oni zrobić przy pomocy tego domu kultury, bo chciała w jakiś sposób pobudzić ich do działania. Odbyły się też konsultacje dotyczące skweru przy ul. Chmielnej. Tam zostały zaprezentowane trzy pomysły na to, jak ten obszar mógłby wyglądać. Mieszkańcy składali swoje uwagi i głosowali nad rozwiązaniami. Odbył się też warsztat, w trakcie którego toczyły się dyskusje architektów z przedstawicielami organizacji pozarządowych, które działają w okolicach Chmielnej i z mieszkańcami na temat wyglądu tego skweru. W tym momencie trwają też konsultacje na Woli dotyczące wspomnianego przeze mnie wcześniej oświetlenia kompleksu podwórek. Trwa również proces konsultowania zmian w parku przy ulicy Opaczewskiej.

- Jakie konsultacje planujecie?

A. P.-S. – W sumie ma być osiemnaście konsultacji, które odbędą się w każdej dzielnicy. Niebawem ruszą konsultacje na Bielanach dotyczące komunikacji rowerowej w tej dzielnicy. Oprócz tradycyjnego sposobu zbierania uwag – czyli możliwości zgłaszania ich mailowo lub pisemnie, można zrobić zdjęcie „problemom” utrudniającym życie rowerzystów, na przykład źle oznakowanej trasie czy za wysokiemu krawężnikowi. W ramach tych konsultacji odbędą się także spotkania z mieszkańcami Bielan, gdzie przy mapie będą mogli definiować zarówno pożądane kierunki rozwoju komunikacji rowerowej, jak i zauważone problemy. Planujemy też w cztery jesienne soboty zrobić wspólne przejazdy po bielańskich ścieżkach rowerowych tak, żeby móc zobaczyć, jak funkcjonują. W przyszłym tygodniu ruszą też konsultacje w Wesołej, gdzie mieszkańcy będą zastanawiać się nad zagospodarowaniem placyków, poprzez pracę z makietą. A w Wilanowie mieszkańcy wraz z urzędnikami będą się zastanawiali, jaka powinna być przyszłość budynku kolejki wilanowskiej, w którym obecnie mieści się poczta. Planujemy też konsultację ogólnomiejską dotyczącą modernizacji elementów starego miasta. Jeszcze nie ruszyliśmy z nią oficjalnie, ale chodzi o rewaloryzacją nawierzchni na Starym Mieście i ewentualny montaż oświetlenia gazowego na kilku staromiejskich ulicach oraz stworzenie systemu informacji na Starówce. Zapraszamy też do śledzenia naszej zakładki na stronie urzędu miasta um.warszawa.pl/konsultacjespoleczne/ i oczywiście do brania udziału w poszczególnych konsultacjach.

Z- dążycie z przeprowadzeniem wszystkich konsultacji do końca projektu?

A. P.-S. – Projekt kończy się w marcu 2011 r. Założyliśmy, że konsultacje mają zakończyć się przed wyborami samorządowymi, czyli do końca października tego roku, choć niektóre mogą potrwać do połowy listopada.

- Jak na projekt reagują urzędnicy? Czy mają poczucie, że dzięki konsultacjom wiedzą lepiej, o co chodzi mieszkańcom?

A. P.-S. – Na początku, gdy wchodziliśmy do urzędu i mówiliśmy, że chcemy robić konsultacje i włączać mieszkańców w interakcję z urzędnikami, to w niektórych dzielnicach spotykaliśmy się z trudnym przyjęciem. Słyszeliśmy na przykład głosy, że jest to jakieś widzimisię CKS, szczególnie od tych urzędników, którzy nie byli szkoleni w projekcie, a siłą rzeczy odpowiadają za pewne działy w urzędzie i muszą być włączeni w działania konsultacyjne. Bo jeżeli robimy konsultacje dotyczące domu kultury, to musimy przecież zaprosić na nie naczelnika wydziału kultury z dzielnicy, a nie tylko koordynatora konsultacyjnego. Mieliśmy taki przypadek na samym początku projektu, że w jednym z urzędów pewna pani naczelnik uważała, że to, co robimy jest bardzo dziwnym pomysłem, że to jest po prostu zbędne. Ale już w trakcie naszych działań okazało się, że ta sama pani zaczęła pozytywnie patrzeć na to, co mogą dać konsultacje i wiedzę o tym, jak rozmawiać z mieszkańcami.

- A jak mieszkańcy postrzegają konsultacje?

A. P.-S. – Różnie, zależy od tematu i od jego ujęcia, choć pilnujemy, aby temat konsultacji był dobrze sformułowany, żeby mieszkańcy wiedzieli, czego od nich oczekujemy. Ale tak naprawdę nie możemy zakładać, że robiąc konsultację, nagle wszyscy będą chcieli się w nie zaangażować. Konsultacje z założenia nie są dla wszystkich, tylko dla tych, którzy chcą się wypowiedzieć. Dochodzą do nas jednak pozytywne sygnały. Gdy zapraszamy ludzi na przykład na warsztaty, to obserwujemy duże zainteresowanie nimi. Lokalnie działające organizacje, czy mieszkańcy umieszczają na przykład na swoim profilu na Facebooku informację, gdzie odbędą się konsultacje. A potem komentują to, co się wydarzyło.

- Ciekawi mnie, jak Urząd Miasta traktuje konsultacje. Załóżmy taką sytuację, że mieszkańcy ulicy Chmielnej nie życzą sobie, aby powstawały tam restauracje. Chcą, żeby o godz. 19 było już cicho i spokojnie. Z kolei warszawiacy apelują, aby centrum żyło, żeby do późna w nocy coś się działo, tak jak ma to miejsce w Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu. Robicie konsultacje na Chmielnej i konsultacje ogólnomiejskie. Wyniki obu różnią się od siebie. Którą z opcji Urząd Miasta bierze pod uwagę?

A. P.-S. – Kwestia centrów miast, które są mieszkaniami dla osób często starszych, a z drugiej strony są miejscami turystycznymi i ogólnie dostępnymi dla mieszkańców jest bardzo złożona. Wiąże się to nie tyle z konsultacjami, co z całą polityką miasta, z decyzjami dotyczącymi tego, jak te centra powinny wyglądać, więc trudno jest mi się na ten temat wypowiadać. Dodatkowo na taki temat nie robi się dwóch różnych konsultacji, tylko jedne, w których mamy kilka grup docelowych. Ale na Chmielnej nie mieliśmy tego problemu, rozmawialiśmy o zagospodarowaniu skweru z klombem.

- Ale załóżmy, czysto hipotetycznie, że takie konsultacje się odbyły.

A. P.-S. – Jeżeli taka konsultacja jest prowadzona na bardzo wczesnym etapie, kiedy mieszkańcy mogą się wypowiedzieć, to bardzo często sama możliwość zabrania głosu czy wyrażenia swoich uwag zmniejsza negatywne działania, jakie mogą się wydarzyć po podjęciu już konkretnych inwestycji w danym miejscu ze strony urzędu. Te rozmowy są więc drogą do tego, żeby nie było konfliktu. Istotne jest też spotkanie osób, które mają rozbieżne interesy i spróbowanie wypracowania z nimi jakiegoś rozwiązania na drodze definiowania potrzeb. Może się to odbyć na przykład w formie warsztatów, na których spotkają się różne osoby i zobaczą, że po drugiej stronie stoją nie tylko przeciwnicy i niemili ludzie. Czasem udaje się wtedy wypracować jakieś porozumienie. Ostatnim etapem jest mediacja, kiedy dwie strony tkwią w ewidentnym konflikcie. Przeprowadzaliśmy na przykład mediację w przypadku drzewa na Pradze, kiedy część mieszkańców posadziła dąb w rocznicę śmierci Jana Pawła II, a inni potrzebowali w tym miejscu parkować. Konflikt był duży. Mediator pomógł porozumieć się stronom i skończyło się tym, że dąb został przesadzony i wszyscy poczuli się usatysfakcjonowani.

- Ale gdybyśmy założyli, że nawet mediacja nie przyniosła efektu. To, co wtedy?

A. P.-S. – Generalnie w konsultacjach jest tak, że decyzja należy do miasta. Odpowiedzialność za tę decyzję leży po stronie urzędu, który rozpoczyna konsultacje. Dobrze przeprowadzone konsultacje mogą przynieść rozwiązanie, które jest przyjmowane przez wszystkich z większym zrozumieniem. Natomiast czasem jest tak, że ostateczną decyzję musi podjąć miasto. I ona czasami może być sprzeczna z interesem jakiejś grupy mieszkańców. Najlepszym tego przykładem są oczyszczalnie ścieków, czy podobne tego typu przedsięwzięcia. Mieszkańcy zamieszkujący teren znajdujący się blisko danej inwestycji są jej przeciwni, ale ze względu na ogólne interesy miasta taka decyzja musi zostać podjęta.

- To po co w ogóle robić konsultacje?

A. P.-S. – Konsultacje są formą dialogu, w związku z tym, ten dialog może być prowadzony na absolutnie każdy temat. W tak trudnych sprawach, jak wspomniane oczyszczalnie, czy choćby kwestia budowy obwodnic, czy autostrad należy jak najwcześniej poinformować o tym mieszkańców. Jeżeli tak się zrobi, to ludzie czują się traktowani w sposób podmiotowy, a nie instrumentalnie. Wiadomo, że zawsze będą tacy, których nigdy, w żaden sposób i na żadnym etapie się nie przekona, że jakieś działanie ma sens. Natomiast większość ludzi działa racjonalnie. Jeżeli urząd uzna, że mieszkańcy są na tyle istotni, aby rozmawiać z nimi wcześniej o różnych inwestycjach, zanim podejmie jakieś konkretne działania, to wtedy ten dialog będzie dużo prostszy.

- Wspomniała Pani o mediacji. Czy w projekcie szkoleni są mediatorzy?

A. P.-S. – W projekcie dziesięciu urzędników skończyło studia podyplomowe z rozwiązywania konfliktów społecznych. I elementem tych studiów były warsztaty mediacyjne. Ale nie jest tak, że można zostać mediatorem, czy profesjonalnym moderatorem bez dłuższej praktyki. Celem tych studiów było wyposażenie urzędników w podstawowe umiejętności, dzięki którym będą mogli w niektórych sytuacjach poradzić sobie sami. Jednak w sytuacji mediacji najlepiej korzystać jest z zewnętrznych mediatorów, którzy nie są zaangażowani po żadnej ze stron i łatwiej im dzięki temu zachować obiektywność.

- Projekt zakłada także uruchomienie platformy internetowej. Jak będzie ona wyglądała i kiedy ruszy?

A. P.-S. – Będzie to interaktywna platforma, na której będą zamieszczane informacje o wszystkich konsultacjach, jakie będą się wydarzały w mieście. Zakładamy, że będzie na niej umieszczony w jasny i widoczny sposób cały proces konsultacyjny od momentu poinformowania o rozpoczęciu konsultacji, po końcowy raport. Nie trzeba będzie szukać opinii czy wniosków na różnych stronach, tylko na platformie znajdzie się wszystkie informacje. Mieszkańcy będą mogli zapisać się też do newslettera, aby otrzymywać informacje o konkretnych konsultacjach na bieżąco. Będzie można też wchodzić na platformę poprzez dzielnicę, czyli jak ktoś mieszka na Woli, to od razu będzie mógł kliknąć w link przyporządkowany jego dzielnicy i sprawdzić to, co go interesuje. Będzie też możliwość zawieszenia swoich opinii czy wklejania zdjęć. Platforma jest obecnie przygotowywana i ruszy pod koniec tego roku.

- Na jakie efekty liczycie po zakończeniu projektu?

A. P.-S. – Mamy nadzieję, że zarówno mieszkańcy, jak i urzędnicy przekonają się do konsultacji i do tego, że proces ten jest dobrą formą dialogu. Mamy nadzieję, że te dzielnice, które do tej pory nie prowadziły konsultacji, zaczną je prowadzić, bo to właśnie w dzielnicach wydarza się najwięcej spraw, które bezpośrednio dotykają mieszkańców. Tak naprawdę więcej konsultacji leży po stronie dzielnic niż po stronie miasta. Mamy nadzieję, że także mieszkańcy zobaczą, iż konsultacje są czymś, w czym warto brać udział, że są miejscem, gdzie można wypowiedzieć swoje opinie, i że ten głos będzie wysłuchany i ktoś się do niego rzeczowo odniesie.

 

Anna Petroff-Skiba - urodziła się w 1978 r. w Warszawie, absolwentka Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. Skończyła także studia podyplomowe „Konsultacje społeczne i rozwiązywanie konfliktów społecznych” w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych. Pracowała w Sejmie i Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Obecnie pracuje w Centrum Komunikacji Społecznej Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy, gdzie koordynuje projekt „Wzmacnianie mechanizmu partycypacji społecznej w m.st. Warszawie”. Od wielu lat jest także instruktorką w Stowarzyszeniu Harcerskim.

źródło: inf. własna (ngo)
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!

SKOMENTUJ


KOMENTARZE

Nie ma żadnych komentarzy
Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.