Przejdź do treści głównej

Ochota na więzi

autor(ka): Anna Malinowska
2010-04-29, 16:14
archiwalne
Idealnego sąsiada wycinają z tektury. Jest nie tylko uprzejmy, ale też przystojny i niezastąpiony w naprawie domowych usterek. Tym prawdziwym serwują wafle ze słodkimi koralikami, zapraszając w ten sposób do wspólnego siedzenia na trawie między samochodami. W tym roku zajrzą do nich rycerze, którzy zawładną mieczami tuż po targowisku rękodzieła.

Zaczęło się spontanicznie trzy lata temu. Członkinie osiedlowego klubu „SURMA” wystawiły stoliki na zewnątrz, stawiając na nich ciasta i napoje. Zapraszały ludzi, by usiedli z nimi i w ten sposób poznali własnych sąsiadów. Na odzew nie czekały długo. Pracowniczki znajdującej się naprzeciwko biblioteki od razu podchwyciły pomysł i wyraziły chęć przyłączenia się do organizowania takiego zdarzenia w przyszłym roku. Dwanaście miesięcy później wspólnie zapraszały już mieszkańców Ochoty do przedstawiania własnych pomysłów na takie spotkanie. Tym razem na kocach pojawiło się już więcej osób. Najmłodszym rozdano zabawki, a dorośli mogli nauczyć się robienia kwiatów z filcu. Ludzie, którzy dotąd żyli anonimowo obok siebie, zaczęli poznawać swoje imiona.

Jeden partner to już coś!
Pod koniec 2008 roku inicjatorka całego zamieszania – Grażyna Gnatowska, na co dzień kierowniczka Klubu Osiedlowego SURMA, będącego filią Ośrodka Kultury Ochoty, zabrała głos na lokalnym  Forum Kultury. Zgłosiła pomysł na projekt, który w jej opinii mógłby rozwinąć się i objąć cała dzielnicę. Po spotkaniu podszedł do niej Piotr Guzek – właściciel Cafe Galerii Stara Ochota z Glogera. Już wcześniej skutecznie zachęcił on okolicznych mieszkańców do obchodzenia święta własnej ulicy. Zadeklarował, że chętnie przeniesie pomysł pani Grażyny na swój ochocki kawałek podłogi, a ta pomyślała, że jeśli ma chociaż jednego zwolennika swojego pomysłu, to znaczy, że musi się udać. Niedługo później do pani Grażyny odezwały się organizacje pozarządowe współpracujące z niepełnosprawnymi i osiedlowe biblioteki. W maju dzielnica obchodziła już pierwszy Dzień Sąsiada z prawdziwego zdarzenia, który co roku celebruje aż 29 państw Unii Europejskiej.
 
Na żółto i na niebiesko
Przede wszystkim musieli obrać jakąś wspólną koncepcję. Zadecydowali, że w bibliotekach, instytucjach, czy we wspomnianej już kawiarni, ulokowane zostaną punkty, mające swoich koordynatorów. I choć atrakcje będą różne, to musi być coś wspólnego. Coś, co ludziom da znak, że to właśnie tu, a nie gdzie indziej najbliżsi sąsiedzi zawierają pierwsze znajomości. Ktoś rzucił pomysł tekturowego sąsiada. Jedna z organizacji przygotowała nawet jego wzór. W ten sposób przed każdym z punktów stanęła postać sąsiada z szarego papieru. – W którejś ze stacji ubrano go w pobożne życzenia, czyli naklejano kartki nadające mu cechy ideału. Był więc przystojny, uśmiechnięty, pomocny, kulturalny i sprawnie naprawiał domowe usterki – wspomina pani Grażyna. Drugim znakiem rozpoznawczym były niebiesko-żółte balony.  
 
Zgrana struktura
Takich punktów już za pierwszym razem stanęło aż dziewięć. W tym roku szykuję się jeszcze więcej. Wśród nich między innymi czytelnie, siedziba Stowarzyszenia Otwarte Drzwi, czy Środowiskowy Dom Samopomocy pod Skrzydłami. Koordynatorzy poszczególnych punktów spotykają się w poniedziałki, ustalając kolejne atrakcje na ten rok.
U pani Grażyny jak zwykle sąsiedzi będą częstować sąsiadów, czyli serwować wafle z masą kajmakową, czekoladą lub jadalnymi koralikami. Będą warsztaty robienia biżuterii, a jeden z mieszkańców obiecał przywdziać swój przedwojenny surdut i stworzyć kącik z przedwojennymi zdjęciami.
Na Glogera harmonogram zaplanowany jest już niemal co do godziny. Święto potrwa dwa dni, tj 28 i 29 maja. – W sobotę zapraszamy każdego, kto maluje, rzeźbi, fotografuje, czy przejawia jakąkolwiek inną aktywność twórczą, by wystawił swoje prace na sąsiedzkim wernisażu – zachęca Piotr Guzek. Będzie można też posłuchać muzyki saksofonowej, zajrzeć na targowisko rękodzieła, gdzie królować będą filc i ceramika, czy w końcu spędzić wieczór wspomnień ze starymi zdjęciami i – jeśli tylko uda się je zdobyć – filmowymi kronikami. – Być może zajrzy do nas autor słynnych spacerowników, ale wolę nie mówić głośno, kto to taki, żeby nie zapeszać i oszczędzić komuś ewentualnego rozczarowania...
Oczywiście składkowa impreza biesiadna potrwa tak długo, jak zażyczą sobie sami mieszkańcy. Niedziela obfitować będzie w atrakcje prorodzinne, w tym między innymi grę miejską dla najmłodszych czy wybory najpiękniejszego zwierzaka. Na Glogera wpadną też rycerze w zbrojach i pani malująca portrety. Właściciel kawiarni porozumiał się także z Wydziałem Biura Ochrony Środowiska i od tego dnia wystartuje na Ochocie promocja torebek, które powinien mieć każdy właściciel czworonoga.
 
Najtrudniejszy pierwszy krok
– Model współpracy, jaki wypracowali mieszkańcy Ochoty, proponujemy innym dzielnicom, w których inicjujemy pierwsze spotkania w ramach aktywizacji lokalnej społeczności do działania na wspólnej przestrzeni i zacieśniania sasiedzkich więzi – mówi Agnieszka Matan, koordynatorka projektu Q-Ruch Sąsiedzki prowadzonego przez Centrum Wspierania Aktywności Lokalnej CAL w ramach Stołecznego Centrum Współpracy Obywatelskiej. – Za nami już pierwsze spotkania z mieszkańcami Śródmieścia i Mokotowa. Mieszkańcy Śródmieścia mają bardzo ciekawe pomysły i i już niebawem w kawiarni Grawitacja odbędzie się kolejne spotkanie lokalnych aktywistów. Wyznaczyli już pięć miejsc, które funkcjonować będą na zasadach podobnych do tych wypracowanych przez panią Grażynę i jej „sztab”– dodaje.
Agnieszka Matan wie, że stworzenie takiej współpracy, jaka jest na Ochocie nie zawsze jest takie łatwe. – Tam sąsiedzi sami wykształcili pewną pozytywną kulturę współpracy, bo im samym zależało na tym, żeby ze sobą współdziałać. Im dłużej się znają i im większa grupa inicjatorów, tym łatwiej im namawiać innych, by przyłączali się do akcji – wyjaśnia.
– Najtrudniejszy jest zawsze początek – twierdzi pani Grażyna. – Warto nie stawiać sobie zbyt ambitnych celów. My za pierwszym razem siedzieliśmy na kocach między samochodami i wystawiliśmy po prostu kilka stolików, a na nich ciasto i herbatę. Zapraszałyśmy sąsiadów, nic nie oczekując. Narysowałyśmy plakat informacyjny, a koleżanki animatorki zachęcały ludzi, by przysiedli się choć na chwilę. Tylko tyle – opowiada. Dodaje jednak, że od tego roku nacisk kłaść będą na działania animacyjne, zachęcające sąsiadów do aktywnego włączania się w prace przygotowawcze i późniejszą koordynację poszczególnych wydarzeń.
Przekonuje też, że to co należy zrobić od samego początku, to rozglądać się za ludźmi chętnymi do współpracy. – Czasami potrzeba po prostu tej jednej osoby, która podejmie decyzję o zapoczątkowaniu sąsiedzkiej inicjatywy. – Nie musi być to żaden znany lokalny aktywista, a może być ktoś zupełnie anonimowy, kto zaprosi innych do wspólnych działań.
 
Pani Iwonko, wiem co zrobimy!
Czy Dzień Sąsiada faktycznie zmienia nasz codzienny osiedlowy mikroświat na lepsze, tak byśmy mogli poczuć się szczęśliwsi na własnym podwórku? Pani Grażyna twierdzi, że nie ma co do tego wątpliwości. – Mało jest takich lokalnych inicjatyw, które sprawiają, że ludzie mogą zwyczajnie ze sobą pobyć. Często zdarza się, że mamy ochotę z kimś porozmawiać, zaczepić go, ale czujemy opory. Takie inicjatywy tę barierę przełamują i to naprawdę widać na co dzień – mówi. – Pamiętam, że kierowniczka ośrodka „Pod Skrzydłami” narzekała, że nie zna niemal nikogo z otoczenia, w którym znajduje się budynek Stowarzyszenia. Poszła więc do pobliskiej biblioteki i momentalnie nawiązała kontakt. Ostatnio mówiła mi, że kiedy idzie do pracy słyszy z naprzeciwka: „Pani Iwonko, wiem co zrobimy następnego!”. Od razu się uśmiecham, jak słyszę takie historie – opowiada. – Wierzę w to, że wystarczy dać ludziom miejsce, a reszta potoczy się sama.
 
Spuścizna spożywczych foliówek
– Marzy mi się, że za kilka lat przed każdym z bloków stać będą stoły zastawione smakołykami. Ludzie wyjdą przed budynki i spędzać będą ten czas razem, a miedzy nimi krążyć będzie kapela z Chmielnej – wybiega w przyszłość pani Grażyna i szybko dorzuca: – Ale nie musi być żadnego programu artystycznego. Jeśli będzie, to w porządku, ale jak nie to nie. Najważniejsze jest, by ze sobą pobyć.
Cieszy się też, że zauważa coraz więcej więzi, które już między sąsiadami się zawiązały. Czasem przecież możemy nie zdążyć kogoś nawet poznać. Każdy może mieć coś wyjątkowego do przekazania. Na przykład pani Stefania przed śmiercią zdążyła pokazać sąsiadom, jak za pomocą spożywczych torebek foliowych można zrobić osłonki na doniczki, ozdoby na kapelusze czy koszy na bieliznę. Została w pamięci ludzi, którzy byli jej sąsiadami.

 


Źródło: inf. własna (ngo.pl)
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 0 0

Skomentuj

KOMENTARZE

Nie ma żadnych komentarzy

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • aktywność lokalna
  • miasto