03.09.2010 10.31

Wielka lekcja pokory

Z dr. Leszkiem Plochem, muzykiem, terapeutą, założycielem i prezesem Fundacji Krzewienia Kultury Artystycznej Osób Niepełnosprawnych, twórcą i kierownikiem m.in. Integracyjnego Zespołu Pieśni i Tańca "MAZOWIACY" rozmawia Agata Byrska.

autor(ka): Agata Byrska
2010-03-03, 10.12

Agata Byrska: Kim są członkowie pana zespołu i w jaki sposób działania artystyczne wpływają na proces ich adaptacji społecznej?

dr Leszek Ploch: W ramach Fundacji Krzewienia Kultury Osób Niepełnosprawnych działa zespół orkiestrowy liczący około 30 osób, grupa taneczna licząca 50 osób i studio pantomimiczne w skład, którego wchodzi około 20 osób. Zajęcia są integracyjne. Około 20 osób jest pełnosprawnych, a reszta, czyli 80, to osoby z niepełnosprawnością. Tańczą z nimi, śpiewają, są także członkami zespołu. Niewiele jest osób z tzw. lekką niepełnosprawnością, czyli takich, które np. same mogą się ubierać, wykonać całkowicie samodzielnie podstawowe czynności samoobsługowe, dotrzeć do miejsca odbywania się zajęć bez opiekuna. Dlatego na wszystkich próbach i koncertach towarzyszą nam rodzice i opiekunowie. Moja praca polega głównie na twórczej inkluzji społecznej – to znaczy za pomocą sztuki artystycznej włączam ich do życia społecznego. Wyszukuję talenty, rozwijam je, publicznie prezentuję światu i jednocześnie opisuję naukowo. Edukacja i proces adaptacji polega nie tylko na wspólnych wyjściach do teatru czy opery, ale także na aktywnym tworzeniu sztuki. Teatr, taniec i muzyka uaktywniają nie tylko społecznie, ale także ruchowo i emocjonalnie. Zdarzają się przypadki osób, które w ogóle nie mówią, a jednak śpiewają. Proces rehabilitacji społecznej przebiega sprawniej, jeśli we właściwej sobie harmonii odbywa się na wszystkich tych obszarach równolegle.

Kto może dołączyć do zespołu muzycznego i jakie są kryteria przyjęcia?

L.P.: – Mamy sekcję przygotowawczą, w której kandydat adaptuje się, przygotowuje, poznaje pedagogów, ich wymogi i ewentualnie włącza się do grupy. Niektóre osoby już po trzech miesiącach fantastycznie funkcjonują. Wejście w coś, co lubią, co im się podoba i co chcą robić powoduje, że taki proces przebiega szybciej. Pracujemy z doświadczoną kadrą, która jest nastawiona na wyłuskiwanie talentów i mocnych stron (pozytywów) uczestnika, a na tej bazie starają się, aby uczestnik otworzył się. Są też i tacy, którzy pracują np. cały rok i nie robią znacznych postępów. Wśród osób niepełnosprawnych są zarówno osoby mające poczucie rytmu, jak i takie, które tego poczucia nie posiadają. To jest dla mnie kryterium bardzo ważne. Ale wiem też, że na drodze ćwiczeń rytmicznych osoby te mogę przyuczać, wykształcać w nich określone umiejętności muzyczne. Jest kilka osób, które nie mają poczucia rytmu, ale grają w orkiestrze. Są przy tym tak szczęśliwe, że nawet nie ma mowy o tym, aby ich stamtąd ruszyć. Uczestniczenie w próbach, gra na tamburynie czy innym instrumencie, a w następstwie założenie na koncert oficjalnego uniformu i udział w nim jest dla nich ogromnym wydarzeniem, niemal szczytowo ważną sprawą w życiu.

Jak wygląda praca zespołu teatralnego i jak osoby z niepełnosprawnością radzą sobie z wysiłkiem, którego wymagają intensywne próby?

L.P.: – Nie mam stałej grupy teatralnej w Teatrze N, co z jednej strony jest bolączką, ale z drugiej daje możliwość zapraszania innych zespołów z całej Polski. Jest to szczególnie ważne dla osób z małych miejscowości czy wsi, które przy okazji kilkudniowego pobytu zwiedzają Warszawę i uczestniczą w wydarzeniach kulturalnych. Opłacamy im wyżywienie, noclegi i przejazdy. Teatr N, który prowadzimy ma funkcje przede wszystkim terapeutyczne. Także funkcja edukacyjna zawiera elementy terapii. Początkowy etap polega na wyszukiwaniu potencjałów artystycznych, nie biorąc pod uwagę rodzaju niepełnosprawności, mikrodefektów jej towarzyszących np. jąkanie czy inne dolegliwości. Zależy nam, aby aktor się otworzył. Nie przyjmujemy osób w zależności od ich schorzenia i nie podejmujemy żadnych starań w zakresie wyłonienia kryteriów, którymi moglibyśmy mierzyć to, czy ktoś się do tego nadaje czy nie. Nie mamy także limitów ile sztuk w roku wystawiamy, jak długo przygotowujemy spektakl. Ważne jest tylko to, co przeżywamy w trakcie i jak motywujemy siebie nawzajem, aby sztuka teatralna mogła być wystawiona terminowo. Są to spotkania, które mają relaksować, oczyszczać, pobudzać i rozwijać. Reżyser ma za zadanie wyszukać w uczestnikach najsilniejsze zdolności oraz możliwości, i te wykorzystać w sztuce. Nie zapominajmy, że są to osoby, które częściej miewają gorsze momenty, chwile załamania, lęki, a to wszystko na czas prezentacji musimy wspólnie przezwyciężyć. Pracy nad sztuką towarzyszy zmiana negatywnego myślenia, że „nie zostanę wyśmiany, że ja także mogę”. Trzeba wiedzieć, że bez umożliwienia okresu, w którym artyści mogą się otworzyć twórczo, wzajemnie poznawać, zgubić lęki, zahamowania, nie ma szansy, aby czegokolwiek dokonali.

Czy w Pana zespole są osoby, które ze względu na określony rodzaj niepełnosprawności są szczególnie uzdolnione artystycznie?

L.P.: – Nie, najchętniej widzę u siebie osoby z różnym przekrojem niepełnosprawności, choćby, dlatego, że mają większą możliwość kapitalnego uzupełniania się. Jest wśród nas osoba z chorobą psychiczną, która wspaniale śpiewa i interpretuje teksty. Jest niezastąpiona. Każda z osób na swój sposób jest wyjątkowa i wrzuciwszy te „perełki” do np. teatralnego kosza, powstaje niepowtarzalna w swoim rodzaju i zarazem bardzo spójna całość.

Jak często odbywają się zajęcia?

L.P.: – Grupa taneczna ma zajęcia dwa razy w tygodniu, pozostałe raz w tygodniu. Są to długie próby, nawet do 4 godzin dziennie. Czas tak szybko mija, że zanim się rozegramy, zaczniemy coś nowego tworzyć już trzeba zakończyć spotkanie. Przed koncertami gramy 2-3 razy w tygodniu, czasem wyjeżdżamy pod Warszawę na tak zwane warsztaty muzyczne i intensywnie przygotowujemy się do występów.

Jaką rolę w działaniach zespołu pełnią rodzice?

L.P.: – Towarzyszą dziecku w drodze na zajęcia, motywują i wspierają. Najbardziej zaangażowanych zabieram w trasy koncertowe. Wielu z nich nigdy nie przypuszczało, że zwiedzą tyle miejsc w świecie. Kiedy urodziło im się dziecko z niepełnosprawnością byli przekonani, że będą przykuci kajdanami, nie tylko do niego, ale także do szpitala i lekarzy. Okazuje się, że jeśli dziecko uczestniczy w różnych rodzajach aktywności artystycznej to także rodzice, współuczestnicząc, mogą wiele doświadczyć, poznać ciekawych ludzi. Na tej drodze wiele się uczą i zdobywają informacje na temat własnego dziecka. W takich spotkaniach poznają także innych rodziców, co też ich bardzo wzbogaca. Wymieniają się informacjami, podczas prób spędzają wspólnie czas, zawiązują przyjaźnie. Otwiera się przed nimi kurtyna, która zmienia ich wewnętrzny, rodzinny świat nadając mu niezwykłych barw, dotychczas niepoznanych kolorów. Ale intensywna praca w zespole wymaga także podporządkowania się i zmiany trybu życia. Niektórzy, niestety, tracą z czasem determinację. Bywa też, że rodzice rezygnują, bo brakuje im wytrwałości i determinacji w działaniu. Kierują się niestety czasem pobudkami egoistycznymi, tak naprawdę bardzo mało osób przychodzi tylko i wyłącznie z tytułu dobrze pojętego interesu dziecka.

Dokumentalista Jacek Bławut planuje nakręcić kolejny, po „Nienormalnych”, film z Pana udziałem. O czym chcecie opowiedzieć?

L.P.: – Jeszcze podczas pobytu w Niemczech, gdzie prowadziłem orkiestrę złożoną z osób z niepełnosprawnością, zrodziła się idea uchwycenia i pokazania niezwykłej psychologii muzyka dotkniętego niepełnosprawnością. Zawsze interesowało mnie, jak to się dzieje, że jego świat muzyczny jest tak barwny i piękny oraz skąd bierze się u niego potrzeba czynnego uczestnictwa w tworzeniu muzyki. Film będzie próbą pokazania tego, co muzyk posiada indywidualnego wewnątrz tak, aby odbiorca mógł to uchwycić, docenić i uwierzyć w niezwykłość fenomenu. Chcę, aby pokazano przykłady na pełen wachlarz emocji towarzyszących procesowi twórczości muzycznej: rozczarowanie, chwilowy ból, trop poszukiwania, momenty zniechęcenia, fascynację, cierpienie. Orkiestra złożona z młodzieży i dorosłych, będzie liczyła 60 osób. Zaangażuję w to nowych muzyków, którzy dotąd nie brali jeszcze udziału w naszych spotkaniach. Zależy mi, aby członkowie zespołu czuli się swobodnie, akceptowali się i uznawali swoje umiejętności muzyczne. Projekt zakłada sesje zdjęciowe w plenerze, mamy już wybrane miejsce nad morzem. Ci muzycy będą szukać inspiracji w naturze, w szumie fal, korze drzew, trawie, śpiewie ptaków. Wywołane w ten sposób skojarzenia i emocje mają przekładać się na grę instrumentalną, na własny świat muzyczny.

Co Pana fascynuje w pracy twórczej z osobami niepełnosprawnymi? Czy różni się ona od pracy z pełnosprawnymi?

L.P.: – Od osób niepełnosprawnych emanują fantastyczne fluidy i magnetyzm życia, które powodują, że mam przyjemność z nimi przebywać i pracować. W kontaktach z nimi, czy tego chcę czy nie chcę, rodzą się niezwykłe uczucia, to jest cała plejada uczuć, od radości po zachwyt. Podobnie towarzyszy temu chęć pomocy, współdziałania i tworzenia. Osoby pełnosprawne, którym dawno temu udzielałem np. lekcji fortepianu, po ustalonej godzinie zajęć składały nuty i wychodziły. Kontakt z nimi miał bardzo formalny charakter. Z osobami z niepełnosprawnością natomiast jest zupełnie inaczej, oni są niezwykle złaknieni bliskiego kontaktu, nieustannie czują jego niedosyt. Po lekcjach wiele czasu poświęcamy na rozmowy, w trakcie, których dowiaduję się także, że jestem kochany – to jest słowo szczególnie często używane w ich rozmowach ze mną. W ogóle często i chętnie okazują uczucia. Jest to zawsze aktualna, wielka, wzajemna lekcja pokory i wypracowywania daru dawania w kontakcie z drugim człowiekiem.

Wiadomość nadesłana przez czytelniczkę/czytelnika portalu www.ngo.pl.
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Komentarze | dodaj komentarz
Nie ma żadnych komentarzy - dodaj komentarz
Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.