03.09.2010 10.39

Bez taryfy ulgowej

Z Beatą Kucharczyk, fizjoterapeutką, trenerką drużyny koszykarzy na wózkach w Klubie Sportowym KSN Start Warszawa (zdobywcy tytułu Mistrza Polski) rozmawia Agata Byrska.

autor(ka): Agata Byrska
2010-02-01, 16.25

Agata Byrska: Jak zaczęła się Twoja przygoda ze sportem osób niepełnosprawnych?

Beata Kucharczyk: W 2008 r.popłynęłam na integracyjny rejs po Bałtyku, organizowany przez Klub KSN Start Warszawa. Załoga składała się w połowie z osób z niepełnosprawnością ruchową, natomiast na kolejnym rejsie, w którym brałam udział, znalazły się również osoby głuche i niedosłyszące. Byłam pod wrażeniem ich samodzielności i wytrwałości, zwłaszcza że na takich wyprawach dla nikogo nie ma taryfy ulgowej. Warunki są trudne, potrafimy przez tydzień nie zawijać do portu, na pokładzie nie ma łazienki, a jedynie prowizoryczna toaleta. Nikt nie tłumaczy się niepełnosprawnością, gdy przychodzi np. konieczność objęcia wachty w trudnych warunkach pogodowych. Oczywiście, jeśli zadanie przekracza możliwości fizyczne uczestnika rejsu, nikt nie ma do niego o to pretensji. Jacht, na którym pływamy jest nieduży, ma 14 metrów długości, dlatego nie ma możliwości wprowadzenia wózka. Uczestnicy poruszają się po nim na nogach lub pośladkach.
Półtora roku temu przejęłaś drużynę koszykarzy na wózkach. Kim są osoby, które trenujesz?
B.K.: Trenuję mężczyzn w przedziale wiekowym od 18. do 40. roku życia. Wielu z nich pracuje zawodowo, mają żony, dzieci. Niektórzy studiują. Trenuję z osobami po uszkodzeniu rdzenia kręgowego, amputacjach, z osobami z mózgowym porażeniem. Koszykówkę mogą uprawiać wszyscy, którzy mają tzw. minimum niepełnosprawności zlokalizowane w kończynach dolnych.
Jak treningi wpływają na ich kondycję psychiczną?
B.K.: Wszystko zależy od sytuacji i momentu życiowego, w jakim znajduje się konkretna osoba. Inaczej do treningu podejdzie zawodnik pogodzony ze swoją niepełnosprawnością, inaczej ten, który np. niedawno uległ wypadkowi i jest na początku procesu rehabilitacji. Ci ostatni potrzebują czasu, aby oswoić się z nową sytuacją. W skrajnych przypadkach to trwa latami, bywa, że nigdy nie osiągają pełnej równowagi. Ogromną rolę odgrywa tu rodzina i najbliższe środowisko, których wsparcie jest niezwykle ważne. Dla niektórych podjęcie działań sportowych jest kontynuacją żmudnego procesu rehabilitacji. Jeszcze inni traktują treningi jako hobby. Bywa, że sport staje się dla nich sposobem na życie.
Czy treningi z osobami z niepełnosprawnością różnią się od treningów z zawodnikami pełnosprawnymi?
B.K.: Motywacja do pracy jest u nich taka sama, jak u osób pełnosprawnych. Na treningach dają z siebie wszystko, podczas meczów nie odpuszczają i walczą o każdy punkt. Moja rola polega m.in. na opracowaniu strategii i prawidłowym ustawieniu zawodników.
Uprawianie dyscypliny, o której rozmawiamy wiąże się z koniecznością korzystania z wózka, przynajmniej podczas treningów czy turniejów. Nie wszyscy zawodnicy poruszają się o nim na co dzień. Jak reagują na nową sytuację?
B.K.: W społeczeństwie nadal pokutuje wiele przesądów związanych z wózkiem inwalidzkim. Panuje przekonanie, że jeśli ktoś raz na nim usiądzie, to stanie się coś, co sprawi, że będzie na nim jeździł. Wózek w naszym społeczeństwie nadal oznacza wyrok. Dlatego najlepszym sposobem, żeby zmienić spojrzenie i rozwiać obawy, jest spotkanie z doświadczonymi zawodnikami. To z reguły bardzo im pomaga. Chcę podkreślić, że myślenie o osobie niepełnosprawnej jako przykutej do wózka, bezradnej, odciętej od świata jest krzywdzące nie tylko dla niej, ale dla całego społeczeństwa. Pozbawiamy się w ten sposób wielu ciekawych doznań, które mogą przynieść spotkania z osobami z niepełnosprawnością.
Kto może się zgłosić do Twojej drużyny?
B.K.: Prawie każdy. Mogą to być osoby poruszające się zarówno na wózkach, jak i o kulach. Zapraszam także osoby z porażeniem mózgowym, które poruszają się samodzielnie. W tej dyscyplinie istnieje tzw. klasyfikacja funkcjonalna, która służy wyrównaniu szans. Każdy z zawodników jest klasyfikowany wg punktacji oceniającej jego sprawność funkcjonalną. Najbardziej sprawny zawodnik może uzyskać 4,5 punktu, a najmniej sprawny 1 punkt. Suma punktów zawodników całej drużyny grającej w danej chwili na boisku nie może wynosić więcej niż 14,5 lub 14 punktu (w zależności od rangi zawodów, w których biorą udział). Dlatego w rozgrywkach może wziąć udział zarówno zawodnik np. z uszkodzeniem rdzenia kręgowego, jak i po amputacji kończyny dolnej.
Jak zawodnicy reagują na kobietę – trenera? W tym sporcie to chyba rzadkość?
B.K.: Jestem jedyną kobietą w Polsce trenującą drużynę koszykarską na wózkach. Na początku miałam obawy czy w ogóle będą chcieli ze mną współpracować. Szybko się jednak okazało, że płeć nie ma tu żadnego znaczenia. Na boisku obowiązują nas relacje zawodnik – trener, a poza nim – czysto koleżeńskie. W obu sytuacjach traktujemy się po partnersku.
O ile dorosłe osoby niepełnosprawne są świadome znaczenia sportu w ich życiu, o tyle dzieci czy młodzież takiej wiedzy często nie mają. Rodzice wożą je z jednej rehabilitacji na drugą, odwiedzają logopedę, psychologa i to ich zdaniem wyczerpuje sposoby aktywizacji dziecka.
B.K.: Miałam okazję uczestniczyć jako fizjoterapeuta w obozach dla dzieci i rodziców organizowanych przez Fundację Aktywnej Rehabilitacji, która zajmuje się wspieraniem osób z trwałymi uszkodzeniami rdzenia kręgowego. Podczas obozów odbywały się osobno zajęcia przeznaczone dla rodziców i dzieci. Ich celem jest przede wszystkim nauka samodzielności, wykonywania czynności dnia codziennego, takich jak: ubieranie się, przesiadanie na wózek czy pokonywanie na nim barier architektonicznych. Rodzice są uświadamiani w jaki sposób mogą swoim pociechom w tym procesie pomóc, zdobywają wiedzę, którą mogą wdrażać w życie. Z przykrością stwierdzam, że rodzice robią często dzieciom krzywdę wyręczając w podstawowych czynnościach, nie ucząc samodzielności. Takim osobom ciężko się odnaleźć w grupie rówieśniczej, usamodzielnić, znaleźć w przyszłości pracę. Dużo łatwiej jest pozwolić dziecku pospać godzinę dłużej i w pięć minut ubrać je do szkoły, niż obudzić wcześniej i pozwolić zrobić to samodzielnie. Zastanówmy się czy nie robimy mu w ten sposób krzywdy. Przecież kiedyś nas, rodziców, zabraknie. Kapitał, jaki zapewnimy na początku, zaprocentuje w ich dalszym życiu.
Gdzie i jakie dyscypliny mogą trenować najmłodsi?
B.K.: Istnieje Polski Związek Sportu Niepełnosprawnych START, który zrzesza większość klubów sportowych dla osób z niepełnosprawnością w Polsce. Mogą uprawiać niemal wszystkie dyscypliny oparte na już istniejących sportach i przepisach, ale odpowiednio zaadaptowane do potrzeb osób z niepełnosprawnością od gier zespołowych, przez narciarstwo, do lekkiej atletyki. Najwięcej możliwości dają lokalne kluby sportowe. Na przykład w Klubie KSN Start Warszawa, w którym działam, można się sprawdzić w takich dyscyplinach jak: koszykówka, łucznictwo, pływanie, siatkówka, tenis czy żeglarstwo.
Więcej informacji na stronie www.ksn.waw.pl lub pod nr tel. 22 826 54 10.

 

Wiadomość nadesłana przez czytelniczkę/czytelnika portalu www.ngo.pl.
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Komentarze | dodaj komentarz
Nie ma żadnych komentarzy - dodaj komentarz
Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.