DZIŚ

Międzynarodowy Dzień Walki z RakiemMiędzynarodowy Dzień Walki z Rakiem

Pozarządowa Inspekcja Lokalowa

Powstała pod koniec 2008 r. To nieformalna grupa kilku osób (Warszawska Grupa Obywatelska), która zawiązała się, by prowadzić monitoring systemu przyznawania lokali organizacjom pozarządowym ze środków komunalnych poza konkursami ofert. O pracach Inspekcji (PIL) rozmawiamy z działającą w niej Katarzyną Sadło.

Wiadomość archiwalna

A A A

2010-01-04, 12.20

Co było inspiracją do powstania Pozarządowej Inspekcji Lokalowej?
Katarzyna Sadło – Wszystko zaczęło się od przypadku. Ktoś bliżej nam nieznany popadł w konflikt o parking z zajmującą sąsiedni lokal fundacją i zaczął szukać o niej informacji. Przez wspólnego znajomego trafił do nas, licząc, że będziemy coś o niej wiedzieć. Nie znaliśmy tej organizacji, ale historia brzmiała na tyle intrygująco, że zaczęliśmy się jej przyglądać. Najpierw w Google, potem w KRS-ie, w Ministerstwie Zdrowia, w publicznym szpitalu, który fundacja miała w nazwie – i nic. Organizacja-widmo, żadnej strony internetowej, nikt nic o niej nie wiedział, a ministerstwo mimo monitów nie mogło się doprosić raportów rocznych. Próbowaliśmy się też dowiedzieć z pierwszej ręki, co organizacja robi, i usłyszeliśmy od jej przedstawicieli dość dziwną opowieść – okazało się, że oferuje ona starszym, samotnym osobom opiekę w zamian za przepisanie na fundację mieszkania. Brzmiało dziwnie i niepokojąco. Tymczasem od 2002 r. fundacja wynajmuje od miasta bardzo atrakcyjny, stumetrowy lokal w jednej z najbardziej prestiżowych warszawskich lokalizacji. Co prawda, owa tajemnicza fundacja wygrała lokal w przetargu, w którym była jedynym oferentem, jednakże to nas zastanowiło.

Niedługo potem – być może już wyczuleni w tym temacie – trafiliśmy na inny przypadek. Tym razem na stowarzyszenie, o którego działalności nic nie wiadomo, i które poza konkursem po preferencyjnej cenie otrzymało stuczterdziestometrowy lokal w świetnym stanie i w bardzo atrakcyjnej lokalizacji. Obie organizacje, jako takie nie bardzo nas interesowały. Zaczęliśmy się natomiast zastanawiać, czy takie beztroskie dysponowanie miejskimi lokalami to jednostkowe przypadki, czy może jest ich w stolicy więcej. I dlatego postanowiliśmy przyjrzeć się, jak wyglądają miejskie i dzielnicowe procedury przyznawania organizacjom pozarządowym lokali na preferencyjnych warunkach.
 
Zaczęliście sprawdzać wszystkie organizacje?
K.S. – W ogóle nie sprawdzaliśmy organizacji, tylko lokale, bo interesuje nas system, czyli procedury i ich przestrzeganie. Czy procedury gwarantują równy dostęp i przejrzystość decyzji, jak są wdrażane, gdzie są słabe punkty i co można zmienić, żeby system był bardziej przejrzysty i efektywny. Zwróciliśmy się do urzędów we wszystkich dzielnicach o informacje na temat lokali przyznanych w trybie pozakonkursowym organizacjom pozarządowym w latach 2007-2008. Do dokładniejszego badania wybraliśmy lokale o powierzchni powyżej 60 m kwadratowych, za wynajem których organizacje płacą kwotę poniżej 20 zł za metr. W przypadku wybranych lokali poprosiliśmy urzędy dzielnic o przesłanie umów najmu, uchwał, dokumentów, na podstawie których lokale zostały przyznane organizacjom. Dokładniej też przyjrzeliśmy się zasadom ich przyznawania w trybie pozakonkursowym, a więc w dużym stopniu uznaniowym.
 
I jak to wygląda?
K.S. – Wnioski są bardzo różne. Po pierwsze: burmistrz nie musi się tłumaczyć, dlaczego wycofał z przetargu jakiś lokal. To znaczy, że w trakcie przetargu lokal, o który ubiegają się różne instytucje czy organizacje, może zniknąć z oferty bez podania przyczyn. Wystarczy jednoosobowa decyzja burmistrza. Tymczasem brak informacji budzi wiele wątpliwości i sprawia, że podmioty nagle pozbawione możliwości ubiegania się o dany lokal mają poczucie, zresztą uzasadnione, nierównego traktowania. A przecież te wątpliwości można byłoby rozwiać przejrzystym uzasadnieniem decyzji o przekazaniu lokalu na preferencyjnych zasadach. Bo zakładamy, że za taką decyzją zawsze kryją się ważne powody. Jednak dzisiaj prawo nie wymaga od burmistrza uzasadniania decyzji i burmistrzowie nie widzą powodu, żeby to robić. To bardzo niezdrowa sytuacja, a przecież mówimy o publicznym majątku mającym ogromną wartość.
 
Kolejna sprawa: przyznawanie lokali opiera się na tym, jakie dokumenty dostarczy organizacja i co w nich zadeklaruje. Urzędnicy i radni sprawdzają tylko to, co fundacja czy stowarzyszenie obieca we wniosku i na tej podstawie podejmowana jest decyzja o przyznaniu lokalu. Mamy wrażenie, że nikt później nie sprawdza, czy ktoś, kto zadeklarował, że będzie prowadził działalność charytatywną, rzeczywiście ją prowadzi. I to jest właśnie problem – przy systemie, gdzie liczy się wyłącznie atrakcyjność obietnic, większe szanse zawsze będzie miała organizacja, która umie dużo i przekonująco obiecać, niż taka, która, co prawda mniej deklaruje, ale za to wszystko, co obiecała zrobi. Bo jak już lokal zostanie przyznany, organizacja jest rozliczana wyłącznie z tego, czy płaci w terminie czynsz. I jeśli płaci, może nie robić nic z tego, co deklarowała, gdy się o lokal ubiegała. W wielu umowach najmu pisze się na przykład, że będzie w nim biuro organizacji. I to sprawia, że nawet, jeśli ktoś nic nie będzie w tym miejscu robił, to formalnie nie łamie umowy. W ten sposób lokale mogą stać się łupem fikcyjnych organizacji i nawet nie ma narzędzi, aby to zweryfikować.
 
Często są to lokale bardzo atrakcyjne, w świetnych lokalizacjach, o ogromnym metrażu, z niewielkim czynszem...
K.S. – To prawda. Bywa, że miejskie lokale są wynajmowane bez przetargu po kilka złotych za metr, co oznacza, jak łatwo policzyć – z jakiego potencjalnego zysku miasto rezygnuje, gdyby taki lokal wynajęło na zasadach komercyjnych. A jaka jest skala, niech świadczy choćby to, że sama dzielnica Śródmieście wynajmuje obecnie ponad czterysta lokali organizacjom pozarządowym w trybie konkursowym i pozakonkursowym.
 
Chciałabym jeszcze przedstawić przypadek pokazujący, jak patologiczny jest sam system. Sprawa ta była już zresztą opisywana w prasie. W 2007 r. organizacja, o której nie wiadomo, co robi, za to jej szef był już wcześniej przedstawiany w mediach jako mający powiązania ze światem przestępczym, otrzymała od miasta ponad trzystumetrowy lokal w ścisłym centrum, z czynszem 12 zł za metr. Po kilku miesiącach jedna z gazet pisała, że w lokalu zamiast deklarowanej działalności charytatywnej jest prywatna firma. Minęły dwa lata od tamtego artykułu. W tym czasie miało miejsce nawet głośne aresztowanie szefa tej fundacji. Przedstawiano go w mediach jako legendę warszawskiej mafii, ale w grudniu 2009 r. jesteśmy dokładnie w tym samym punkcie. Fundacja nadal zajmuje atrakcyjny lokal w Śródmieściu, nie ma strony internetowej i nie umie nic powiedzieć o swojej działalności, choć w lokalu jest całkiem spory ruch, dużo się dzieje. Ale raczej nie jest to biuro organizacji charytatywnej.
 
Jak widać – można mieć naprawdę wątpliwą reputację i dostać bardzo atrakcyjny lokal, bez przetargu i po preferencyjnej cenie, nie legitymując się żadną działalnością społeczną, a nawet mając na koncie artykuły prezentujące organizację jako przykrywkę dla komercyjnej działalności.
 
Można mieć oczywiście wątpliwości, czy medialne doniesienia powinny mieć wpływ na politykę lokalową miasta, ale też w osłupienie wprowadza nas ich ignorowanie i brak jakichkolwiek czynności sprawdzających. Odwiedziliśmy ten lokal, widzieliśmy wiele osób wchodzących i wychodzących, ewidentnie mających tam jakieś sprawy do załatwienia. Mieliśmy nawet okazję porozmawiać, choć w drzwiach, bo nie zostaliśmy wpuszczeni – z szefem tej fundacji – człowiekiem podejrzewanym o związki z mafią, a jego zdawkowe i mętne odpowiedzi utwierdziły nas w przekonaniu, że w lokalu jest prowadzona całkiem inna od deklarowanej działalność.
 
Tak naprawdę nie mamy pretensji do korzystających z takich okazji. Przeszkadza nam system, w którym jest to możliwe. Bo dzisiaj miasto, właściciel lokali, jest bezradne, nie umie, ale też chyba nie chce, weryfikować zasadności swoich decyzji, sprawdzić, czy to, co organizacje faktycznie robią w miejskich lokalach jest tym, co obiecywały radnym, gdy się ubiegały o specjalne traktowanie. Efekt jest taki, że człowiek podejrzewany o związki z mafią, przez nikogo nie niepokojony, zajmuje kilkaset metrów w centrum po 12 zł za metr, i jest duże prawdopodobieństwo, że wkrótce przedłuży umowę, bo czynsz z pewnością płaci terminowo.
 
To dość czarna wizja...
K.S. – Nie jest tak źle. Media lubią opisywać skandale i nieprawidłowości. Tymczasem w ponad czterystu lokalach wynajmowanych przez organizacje od Urzędu Dzielnicy Śródmieście jest prowadzona wspaniała działalność bez żadnych nadużyć. Ale rzeczywiście, jeśli mieszkańcy stolicy będą swoją wiedzę o przyznawaniu lokali w trybie pozakonkursowym czerpać tylko z artykułów opisujących różne nieprawidłowości, to w ich świadomości może powstać wrażenie, że to jakaś granda i nie wiadomo kto i po co wynajmuje te lokale na preferencyjnych warunkach.
 
W takim razie, jakie PIL ma refleksje pokontrolne? Czy to, co zaobserwowaliście jest winą obowiązującego prawa, czy opieszałości urzędników, czy samych organizacji?
K.S. – To wina wszystkiego po trochu, ale naszym zdaniem – przede wszystkim prawa. Oczywiście, cieszy nas, że miasto przyznaje organizacjom pozarządowym cenne wsparcie w postaci lokali. Trudno też mieć pretensje do urzędników, że kiedy widzą pismo od organizacji, w którym deklaruje ona szczytne cele, to dają jej kredyt zaufania i nie zawsze dokładnie przyglądają się choćby jej działalności. Problemem jest to, że system bywa nadużywany przez organizacje czy osoby, kosztem tych, którzy prowadzą rzeczywistą działalność i muszą później na komercyjnym rynku wynajmować lokale, bo dla nich już nie ma tych komunalnych, wynajmowanych na preferencyjnych warunkach, gdyż nie potrafią, albo nie chcą pójść do burmistrza i wyprosić o taki lokal.
 
Drugi wniosek, jaki nam się nasunął, dotyczy naszej obawy, że jak będą zdarzały się przypadki nieprawidłowego korzystania przez organizacje z preferencyjnych warunków wynajmu lokali i będą one opisywane w mediach, to miasto dojdzie do wniosku, że trzeba zlikwidować taką możliwość. Stąd nasze próby idą w kierunku zastanowienia się, jak ten system mógłby wyglądać efektywniej dla organizacji, ale przede wszystkim dla samych mieszkańców. Bo uważamy, że mieszkańcy powinni zostać włączeni w myślenie, jak wykorzystać wspólne dobra, jakimi są lokale komunalne. Obecnie mieszkańcy nie mają wiele do powiedzenia, często nie wiedzą nawet, kto i na co dostał miejski lokal – nie ma więc żadnej społecznej kontroli ich wykorzystania. Zdarza się, że w lokalu wynajętym na biuro, ktoś po prostu mieszka, albo prowadzi działalność nie taką, jaką deklarował. System nie jest odporny na cwaniaków.
 
Ale w jaki sposób włączyć w przyznawanie lokali mieszkańców?
K.S. – Mieszkańcy często nie wiedzą, że mają swoje mieszkania obok lokali wynajmowanych od miasta przez różne instytucje. I nie wiedzą także, że lokal został wynajęty w trybie specjalnym na preferencyjnych zasadach. Dlatego chcemy, aby mieszkańcy wiedzieli, który lokal koło nich jest własnością miasta, który jest wynajęty na preferencyjnych zasadach, i jaka działalność powinna być w nim prowadzona zgodnie z umową organizacji z miastem. Bo to jest tak, jak z przyznawaniem dotacji. Skoro wszyscy wiemy, która organizacja dostała od miasta pieniądze, to powinniśmy także wiedzieć, którą organizację miasto wspiera w inny sposób, na przykład wynajmując jej lokal. Myślimy, że kiedy mieszkańcy będą wiedzieć, iż mogą mieć jakikolwiek głos w przyznaniu lokalu, że mogą się wypowiedzieć, że ktoś ich wysłucha i będzie się z liczył z ich opinią, to owe lokale byłyby bardziej racjonalnie przyznawane.
 
Ale nam zależy przede wszystkim na tym, aby system był przejrzysty i efektywny. I na początek jest na to dużo bardzo prostych sposobów.
 
Jakie to sposoby?
K.S. – Przede wszystkim jawność i równy dostęp. Listy lokali przeznaczanych do wynajmu poza konkursem organizacjom pozarządowym powinny być jawne i powszechnie dostępne. A jeśli burmistrz decyduje o „zdjęciu” jakiegoś lokalu z konkursu, w postępowaniu powinny móc wziąć udział wszystkie zainteresowane organizacje prowadzące dany rodzaj działalności, nie tylko ta, która go do tej decyzji przekonała. Propozycje organizacji mogłyby być później opublikowane na BIP-ie miasta, żeby wszyscy mieszkańcy mogli zobaczyć, kto starał się o lokal i jaką ofertę przedstawił. Warto by też wprowadzić taki tryb, żeby na sesji rady, gdzie podejmuje się uchwałę, komu przyznaje się lokal, przedstawiciele organizacji, które starają się o wynajem na preferencyjnych zasadach mogli przyjść i osobiście opowiedzieć radnym, co będą robić i w jaki sposób. To powinna być świadoma decyzja radnych, oparta na wysłuchaniu tych wszystkich, którzy ubiegają się o dany lokal. Warto też, aby takie publiczne prezentacje mogłyby się odbywać z udziałem mieszkańców.  
 
Warto także zebrać w jednym miejscu informacje na temat wynajmowanych lokali. Lokal od miasta przyznany na preferencyjnych warunkach to bardzo istotna pomoc finansowa dla organizacji. Zależnie od jego lokalizacji i stanu technicznego może on być nawet trzy-cztery razy tańszy niż taki sam lokal wynajmowany na wolnym rynku. Miasto mogłoby pokazać, że zależy mu na dobrym wykorzystaniu publicznego majątku. Skoro mamy internetową księgę dotacji, dlaczego nie miałaby powstać internetowa księga przyznawanych lokali, gdzie znalazłyby się dane pozwalające nie tylko na lepsze zarządzanie, ale też poddające cały system większej kontroli społecznej. W księdze można by zamieszczać wszystkie dotyczące lokalu informacje, począwszy od dokumentów, jakie organizacja złożyła ubiegając się o wynajem, poprzez umowy najmu, a skończywszy na sprawozdaniach.
 
Na stronie internetowej www.warszawaobywatelska.pl zamieściliście listę organizacji wynajmujących w Warszawie lokale na preferencyjnych warunkach. Jest ich tam jednak niewiele.
K.S. – Na razie jest to lista tych lokali, które spełniały nasze kryterium monitoringu, czyli wynajęte w latach 2007-2008, mające powyżej 60 m kwadratowych i z czynszem poniżej 20 zł za metr kwadratowy. Ale docelowo chcielibyśmy publikować listę wszystkich lokali, które są wynajęte organizacjom pozarządowym w Warszawie, aby każdy miał dostęp do takich informacji. To też krok do tego, aby system stał się przejrzysty i efektywny.
 
A czy polityka przyznawania lokali na preferencyjnych warunkach powinna być miejska czy dzielnicowa?
K.S. – W tym przypadku mamy różne odczucia. Z jednej strony wiadomo, że ustrój Warszawy jest taki, iż polityka przyznawania lokali musi być dzielnicowa. Są przecież dzielnice, w których nie ma na przykład żadnej działalności kulturalnej, z kolei w innych jest to działalność przeważająca. A chodzi o to, żeby władze dzielnicy mogły jakoś priorytetowo traktować pewien rodzaj działalności, którego tam brakuje. Natomiast, w jakimś stopniu powinna to być również polityka miejska po to, żeby miasto, jako całość miało swoją strategię. Jest to już jednak bardziej ustrojowa sprawa.
 
Jest też problem dzielnic, w których w ogóle nie ma użytkowych lokali komunalnych, i które nie mogą wspierać organizacji pozarządowych wynajmując im je na preferencyjnych warunkach. Być może warto pomyśleć o jakimś systemie międzydzielnicowego wyrównania szans, może stworzenia w tych dzielnicach, gdzie miasto nie dysponuje lokalami, jakiegoś alternatywnego systemu pozwalającego częściowo zaspokajać potrzeby lokalowe organizacji mających siedzibę w danej dzielnicy. Obecny rozkład lokali komunalnych sprawia, że „stare” dzielnice mają dużo więcej do zaoferowania organizacjom pozarządowym, a przecież zapotrzebowanie na nie jest wszędzie takie samo. Inne jest na Ursynowie, a inne w Śródmieściu.
 
Odbyły się też konsultacje społeczne, na których zaprezentowaliście wyniki monitoringu przeprowadzonego przez PIL oraz rekomendacje do procedury przyznawania organizacjom pozarządowym lokali w trybie pozakonkursowym. Co dalej?
K.S. – Konsultacje społeczne dopiero się zakończyły. Chcemy zebrać teraz wszystkie opinie w taką formę, która będzie mogła być przedstawiona radnym w trybie wnioskowym i na początku 2010 r. wyślemy je do urzędów znajdujących się w poszczególnych dzielnicach. Mamy nadzieję, że wynik naszych prac spotka się z zainteresowaniem radnych i urzędników.
 
 
Pozarządową Inspekcję Lokalową tworzą osoby związane z warszawskimi organizacjami – Katarzyna Batko-Tołuć (Stowarzyszenie Liderów Lokalnych Grup Obywatelskich – SLLGO), Anna Kuliberda (SLLGO), Irina Matiyenko (SLLGO), Katarzyna Sadło (Fundacja Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego – FRSO), Karolina Walkiewicz (SLLGO), Piotr Frączak (FRSO), Krzysztof Izdebski (SLLGO), Krzysztof Łoś (SLLGO).
Projekt jest realizowany w ramach programu Działania Strażnicze Fundacji im. Stefana Batorego.

 

źródło: inf. własna (ngo.pl)
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!

SKOMENTUJ

Uwaga, komentarz pojawi się na liście dopiero po uzyskaniu akceptacji moderatora.

Bardzo ładnie. - 2010-01-05, 08:16
Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.