03.09.2010 10.35

Niech Wisła płynie powoli

Jak wyglądają prace Komisji ds. Wisły, czy miasto bierze głos jej członków pod uwagę i co dalej z Portem Czerniakowskim? O tym, dlaczego polityka dialogu i małych kroczków jest skuteczniejsza od spektakularnych działań władz i co czasem szwankuje w relacjach z Ratuszem, rozmawiamy z Piotrem Kaliszkiem, przewodniczącym Komisji Społecznego Dialogu do spraw warszawskiej Wisły.

2009-12-03, 19.56

Co do tej pory udało się zdziałać komisji? Czy mieszkańcy mogą zobaczyć realny wpływ jej działania? Przeforsowaliście jakiś projekt, albo któraś z wypracowanych przez Was koncepcji weszła w życie?

Piotr Kaliszek: – Nie, przynajmniej nie w sensie takim, aby był to jakiś duży, całościowy projekt. Zresztą moim zdaniem nie taka jest rola komisji, by tworzyć gotowe rozwiązania i naciskać na ich realizację. To raczej miejsce do dyskusji, tworzenia założeń i wskazywania kierunków. Nie ma zatem takiego projektu, który byłby zainicjowany w Komisji i został zrealizowany przez miasto. Na pewno jest jednak cała masa modyfikacji, które udało nam się uzgodnić. W zeszłorocznej akcji sprzątania prawego brzegu Wisły miały zostać usunięte piękne, zwalone drzewa, będące ważnym elementem i ekosystemu i wyglądu brzegu, planowano użyć ciężkiego sprzętu. Członkowie Komisji sprzeciwili się temu i dzięki naszym sugestiom i konsultacjom, miasto zmieniło swój sposób działania.W tej chwili na przykład, dość intensywnie zajmujemy się kwestią Portu Czerniakowskiego.
Nie wszystko, co zaplanowaliśmy nam się udaje, ale jakieś efekty na pewno są. W pierwszym roku działania, opracowywaliśmy, dokumenty dotyczące założeń bardzo dużego projektu zagospodarowania Wisły, wychodzącego nawet sporo poza granice Warszawy. Ze względów finansowych jego realizacja nie była możliwa. Na jego bazie powstała, już uproszczona, Strategia dla warszawskiej Wisły. Będziemy dążyli do jej udoskonalenia i przyjęcia przez Miasto. Jednocześnie widzimy, że Marek Piwowarski, pełnomocnik Ratusza ds. Wisły, elementy tej strategii w swoim działaniu wykorzystuje.
 
Które elementy są to na przykład?
P.K.: – Uruchamianie żeglugi wiślanej, pomysł zagospodarowania plaż, sprzątanie terenów wokół Wisły. Ogólna wizja charakteru lewego (bulwary, strefa „miejska”) i prawego (naturalny, przyrodniczy) brzegu Wisły. Wszystkie są w strategii zapisane.  Wydaje się z resztą, iż po długiej dyskusji wokół Portu Czerniakowskiego trzeba będzie wrócić do pracy nad Strategią.
 
Co zmieniło się w działaniach komisji na przestrzeni tych trzech lat, przez które funkcjonuje?
P.K.: – Na początku komisja miała rolę mocno uświadamiającą. Przyznam, że nasza komisja jest bardzo specyficzna, gromadzi najrozmaitsze organizacje pozarządowe i wielu działaczy z bardzo różnymi poglądami. Są tam i hydrolodzy, i przyrodnicy, i użytkownicy rzeki, kilku architektów i urbanistów – choć ich nam brakuje, podobnie jak ludzi od kultury… Myślę, że to, co dobrego wniosła Komisja, to wzajemne zrozumienie różnych punktów widzenia. Na początku toczyły się dość zacięte dyskusje pomiędzy członkami, spór o wartości – „ważniejsze ptaki czy ludzie”. Teraz natomiast mam wrażenie, że w gronie, w którym aktualnie się spotykamy, osiągnęliśmy duże wzajemne zrozumienie i szukamy „zrównoważonych” rozwiązań.
Zdarza się, iż „użytkownicy” przypominają „przyrodnikom” o ochronie, a w drugą stronę płyną ciekawe pomysły na działania nad Wisłą. Druga strona tego medalu jest taka, że nie ma już na spotkaniach praktycznie w ogóle osób zajmujących się ochroną ptaków, których na początku było bardzo wielu. Mam wrażenie, że stało się tak poniekąd dlatego, że po prostu dostali to, co chcieli – ptaki nad Wisłą są, jest program Natura 2000, pełnomocnik i władze miasta rozumieją wagę tych zagadnień, więc w pewnym sensie temat się dla nich się wyczerpał.
 
No właśnie. Początkowo w posiedzeniach Komisji uczestniczyło 30, 40 osób, teraz jest ich zaledwie kilka… Mówi Pan, że jedni po prostu dostali to, co chcieli, wiem jednak, że sporo osób nie widzi sensu poświęcania swojego czasu, energii i zaangażowania w wypracowywanie zmian, które i tak potem przez miasto nie są uwzględniane…
P.K.: – Kilkanaście (śmiech). Z resztą tak liczne komisje zdarzyły się dosłownie kilka razy, w sytuacji ostrego konfliktu.
Ale faktycznie, nasze postulaty nie zawsze są uwzględnianie. Chociaż można na to spojrzeć z drugiej strony. Przecież nie można myśleć, że Komisja jest „nadzarządcą”, a Miasto ma spełniać jej postulaty. Takie podejście wydaje mi się pomyłką. To Ratusz zarządza stolicą, a nasz głos jest głosem doradczym.
Nie przeczę jednak, że boleję nad pewnym rodzajem polityki informacyjnej uprawianej przez władze. Często (zdecydowanie za często) o pewnych działaniach bądź realizacjach dowiadujemy się wcześniej z prasy, a nie od Marka Piwowarskiego. Rozmawialiśmy o tym, mam nadzieję, że to się poprawi. Mamy otrzymywać comiesięczne raporty o działaniach Miasta, pierwszy z nich już otrzymałem.
Jestem zwolennikiem spokojnego dialogu, bo przecież, jeśli miasto postanowi, że coś ma być tak, a nie inaczej, to tak będzie. Nie mam wrażenia, żeby pan Piwowarski lub jakiekolwiek inne podmioty ze struktur Ratusza działały wyraźnie wbrew pewnym naszym zaleceniom, naruszającym mocno jakieś dobro związane z Wisłą. Jeśli już – to raczej można mówić o pewnych „grzechach” zaniedbania.
 
Naprawdę nic się nigdy nie stało?
Można wskazać dwa takie momenty, gdy KWW coś postulowała, a Miasto zrobiło inaczej. Co ciekawe, oba tyczą Portu Czerniakowskiego. Jeden, to rozebranie mostku – za podobne pieniądze można było go wyremontować, a w tej chwili dojść pieszo na cypel jest bardzo trudno. Drugi zaistniał teraz, przy okazji regulaminu Portu. Prowadzone działania odbiegają od postulowanej przez nas strategii… Chcę wierzyć, że jest to robione w dobrej wierze i po coś konkretnego…
 
W czym dokładnie leży zatem problem?
Zamiast kreować pewną pozytywną rzeczywistość, wzmacniać na przykład kluby wodniackie, zakładać je, ogłaszać konkursy miejskie, robić coś, aby zachęcać ludzi do aktywności – nie tylko spacerowania, ale też działania na Wiśle, wprowadzane zostają opłaty i niezbyt doskonały regulamin korzystania z Portu. Jednym słowem prowadzone są działania odwrotne, blokujące.
Są dwie sporne kwestie wokół regulaminu. Pierwsza polega na tym, że został on napisany w taki sposób, jakby Port Czerniakowski był jedną, małą przystanią. W związku z tym bosmanat i całe zarządzanie Portem zostało powierzone w ręce Warszawskiemu Towarzystwu Wioślarskiemu. A to przecież jest duży akwen, a nie jedna marina z trzema pomostami. Mam wrażenie, że ten regulamin jest po prostu niewygodny.
Wydaje mi się, że miasto powinno dać szansę także innym. Regulamin powinien oczywiście narzucać pewne ramy, ale powinien też stworzyć taką możliwość, że jeśli na przykład Przemek Pasek będzie miał ochotę utworzyć swój własny pomost, marinę, czy zagospodarować jakąś część terenu, na który miałby pomysł, to powinien mieć szansę, by samodzielnie, w uzgodnieniu z Miastem (a nie inną organizacją pozarządową) to zrealizować.To samo tyczy się innych, organizacji czy klubów, które mam nadzieję, będą powstawać. Oczywiście, powinien być jakiś ogólny nadzór w Porcie, ale poszczególne kluby powinny móc tworzyć własne przystanie, z własnym bosmanatem.
Drugim problemem są opłaty. Zamysłem było przecież to, aby Port Czerniakowski był „sercem” rekreacji wodnej w Warszawie. Miasto nie zrobiło nic w tej kwestii. Wszelkie działania, które podejmowane były do tej pory, leżały po stronie klubów (no dobrze, przyznajmy: miasto pogłębiło wejście do Portu). Gdybym ja zakładał port, to najpierw bym zbudował pomost, nabrzeża, zapewnił dostęp do mediów, a potem prosił ludzi, żeby mi płacili za postój w nim. Rok 2010 został poza tym ogłoszony Rokiem Turystyki Wodnej, podczas którego zdejmowane mają być nawet groszowe opłaty śluzowe. A tu nagle miasto Warszawa na turystów wodnych opłaty nakłada… Nie chodzi o to, jakiej wysokości są to opłaty, chodzi o symboliczny gest…
 
Co zatem robicie w Komisji, żeby wpłynąć jakoś na tą sprawę?
Już trzy posiedzenia poświęciliśmy tej kwestii. Opracowaliśmy uchwałę, która przekażemy miastu.  Mamy nadzieję, że Marek Piwowarski wraz z pozostałymi urzędnikami wezmą nasz głos pod uwagę. Wolałbym, aby Marek Piwowarski jasno stawiał sprawę – to jest możliwe, to nie, z tym się zgadzam, z tym nie. Bo obecnie często jest tak, iż wydaje nam się, iż osiągnęliśmy zgodę w danej kwestii, a podejmowane działania są inne, jesteśmy zatem bardzo niemile zaskoczeni.
 
Podobna sytuacja miała miejsce z projektem Bulwaru?
Rozumiem, że nie chodzi o obecny konkurs i projekt Bulwarów, a kwestię założeń do zagospodarowania brzegów Wisły. Zlecenie tego zadania nastąpiło w trakcie wakacji, kiedy akurat nie było posiedzeń Komisji (choć, pewnie gdybyśmy wiedzieli, to byśmy je zwołali).  Argumentacja była taka, że akurat pojawiły się pieniądze, które trzeba było wydać, bo by przepadły. Może to i prawda… Trudno mi ocenić. Faktem jest, iż poza projektem Bulwarów, nie w budżecie Miasta wieloletnich pieniędzy przeznaczonych na działania i inwestycje Wiślane.
Byliśmy zatem zaskoczeni wynikami tych działań – nie konsultowano z nami założeń do nich. Na polu lewego brzegu nie było zatargu, bo tam nic rewolucyjnego wymyślić się chyba nie da. Będzie bulwar, miejsce dla spacerowiczów, będzie ładnie. W dodatku był to tylko ogólny zarys, jak powinny być bulwary zagospodarowane.
Natomiast opracowanie dla prawego brzegu wzbudziło wiele kontrowersji. Wydaje się, że projektanci poszli troszeczkę za bardzo do przodu. Założenia, które miały być podstawą przyszłych projektów, były niezwykle szczegółowe, dawały tak konkretne rozwiązania, iż w istocie rzeczy były gotowym projektem zagospodarowania. Pojawiły się w nich np. informacje jakiego typu płot postawić w danym miejscu. Łącznie z horrendalnym i abstrakcyjnym pomysłem zapory na Wiśle, oraz mocno dyskusyjnym – wysepek na praskim brzegu. Jest to bardzo duża ingerencja w hydrologię Wisły, ani to nie leży w zadaniach i kompetencjach Miasta, ani nie wydaje się, by jeden hydrolog, będący w zespole projektującym, mógł przewidzieć potencjalnie poważne konsekwencje takich działań (z zagrożeniem powodziowym włącznie). Jeśli to miały być założenia dla innych projektów, to trochę za daleko to wszystko poszło i przykre jest przede wszystkim, że odbyło się to bez żadnej konsultacji przed etapem projektowania. 
 
Co Pan – prywatnie – chciałby, żeby nad Wisłą się zmieniło i jaki model współpracy marzy się Panu we współpracy z władzami miasta?
Chciałbym przede wszystkim, żeby miasto wreszcie zaczęło nad Wisłą działać. I taka jest deklaracja wiceprezydenta Jakubiaka. Właśnie w takich prostych rzeczach, jak akcje sprzątające, czy dołożenie starań, by mieszkańcy mieli ochotę posiedzieć na przykład w ogródkach piwnych. Jeśli brudna czy pusta byłaby Marszałkowska czy Nowy Świat – natychmiast Ratusz podjąłby jakieś działania. Wisłę w dużej mierze zostawia się samą sobie. Mało spektakularne działania mogłyby przynieść, moim zdaniem, niezłe skutki. Smutne jest np. iż Warszawa nie ma miejsca, gdzie przepływający wodniak mógłby się zatrzymać, postawić namiot, wziąć prysznic. Urządzenie tego nie kosztowałoby wiele, a gdyby przy okazji przygotować je również z myślą o kamperach (samochodach kempingowych) – mogłoby wręcz przynosić solidny dochód. Nie ma też ogólnie dostępnej, „miejskiej” przystani.
Jeśli chodzi o relację z władzami, to chciałbym, żeby Marek Piwowarski więcej do nas mówił, więcej z nami dyskutował. Dla mnie idealnym modelem byłoby gdybyśmy nawet, mając zupełnie inne, odrębne poglądy na jakąś kwestię, dyskutowali zaciekle, ale jednak by to, co już uzgodnimy, było naprawdę realizowane. Zdaję sobie sprawę, że zarówno Marek Piwowarski jak i inni urzędnicy mają swoje ograniczenia i muszą słuchać odgórnych dyrektyw. Ma też bardzo ograniczony i niepewny budżet. Starajmy się, więc prowadzić politykę dialogu, małych kroków i wzajemnego poszanowania. Nie zależy mi na kłótniach, czy usilnym pokazywaniu, że my – Komisja będziemy się dumnie „stawiać” przeciw jakimś decyzjom. Nie. Dla mnie ważniejsze jest, aby coś się działo, a nie żeby pokazywać na siłę, czy przyjmować postawę „obywatelskiego nieposłuszeństwa”. A to możliwe jest tylko, jeśli wypracujemy metodę skutecznego dialogu.
źródło: inf. własna (ngo.pl)
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Komentarze | dodaj komentarz
Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.