Przejdź do treści głównej

Jacek Kucharczyk: Jesteśmy umiarkowanie zadowoleni [wywiad]

autor(ka): Adrian Kubicki
2009-11-09, 08:50
archiwalne
Demokracja w naszej części Europy obchodzi w tym roku swoje 20. urodziny. W związku z tą rocznicą socjologowie z Instytutu Spraw Publicznych zapytali Polaków, Czechów, Słowaków i Węgrów, jak żyje im się w demokracji po 20 latach. Chociaż dostrzegamy wady tego ustroju, z roku na rok nasze zadowolenie – a co za tym idzie i samo funkcjonowanie demokracji – poprawia się. O wynikach badania rozmawiamy z prezesem ISP, dr Jackiem Kucharczykiem.

Jesteśmy w okresie wielkich rocznic związanych z upadkiem komunizmu w Europie. Jak wygląda nasz rejon po tych 20 latach? Bo ja tak przyglądam się wynikom Państwa badania, to trochę mi wychodzi taki rejon demokratycznych średniaków.

Jacek Kucharczyk: - Uważam, że te badania wskazują na to, że społeczeństwom w naszym regionie, może za wyjątkiem Węgrów, demokrację udało się zbudować przez te 20 lat i że tutaj możemy mówić o poczuciu pewnego sukcesu. Można więc powiedzieć, że jesteśmy umiarkowanie zadowoleni. Przy jednoczesnej krytycznej świadomości co do tego, jak niedoskonała jest to demokracja w takim codziennym funkcjonowaniu, to jednak jest przekonanie szczególnie w Polsce i Czechach, że coś się nam udało.

Na ile jest to pana zdaniem przekonanie uświadomione, a na ile zasłyszane chociażby ze sloganów, które zwłaszcza w tym roku krzyczą ze wszystkich mediów i bilbordów?
J.K.: - Oczywiście to, że obchody rocznicy dwudziestolecia odzyskania wolności i obalenia komunizmu sprzyjają podsumowaniom i ludzie przy tej okazji faktycznie słyszą różne opinie. Z jednej strony te obchody wywierają wpływ na opinię publiczną, z drugiej jednak trzeba pamiętać, że ocenę demokracji osłabia rzeczywiście to, co się dzieje na scenie politycznej. Patrząc na wyniki naszych badań, trzeba z pewnością wziąć oba te konteksty pod uwagę. Dlatego twierdzę, że dominujące jest przekonanie, że coś się nam przez 20 lat udało zrobić. To też potwierdzają wyniki trochę wcześniejszych badań. Rok temu, kiedy CBOS przeprowadził badanie w rocznicę odzyskania niepodległości w 1918 roku, wiele osób obalenie komunizmu wskazywało jako najważniejsze wydarzenie ostatnich stu lat historii Polski. To nie jest tak, że tylko celebrowanie rocznic tak wpływa na opinię. Wydaje się, że to pozwala jedynie ludziom wyklarować sobie własne zdanie na temat tego, co się działo. Dla mnie istotne jest, że to zdanie tak bardzo się wykrystalizowało w ostatnim czasie.
Czyli Polakom w demokracji żyję się tak realnie lepiej?
J.K.: - Moim zdaniem Polacy po prostu uważają demokrację za lepsze rozwiązanie od komunistycznej dyktatury. Tak bym to postrzegał.
Erich Fromm w książce „Ucieczka od wolności” stawia tezę, że ludzie wcale nie chcą wolności i że od niej uciekają. Może tak należy tłumaczyć niezdecydowanie respondentów, którzy odpowiadają „jestem raczej zadowolony”, „żyje mi się nieco lepiej”?
J.K.: - W naszej części Europy potencjał autorytarny z pewnością jest. Raczej jednak te ostrożne odpowiedzi, to, że ludzie nie mówią, że to jest zdecydowanie sukces, ale raczej sukces, wynikają ze zdrowego krytycyzmu, co do tego, co się dzieje na scenie politycznej.
To mamy nadzwyczajnie dojrzałe podejście do demokracji.
J.K.: - Trudno, żeby ktoś - patrząc na różne wady naszych polityków czy partii politycznych - był bezkrytycznym entuzjastą. Myślę, że doceniamy zalety życia w ustroju demokratycznym, ale nie jesteśmy ślepi na wady tego, jak ta demokracja rzeczywiście w Polsce funkcjonuje. Jest w tym pewna społeczna dojrzałość.
Państwo przeprowadzili także badanie fokusowe. Na jakie zalety i na jakie wady wskazują respondenci nie w sondażach, a w indywidualnych rozmowach?
J.K.: - Tak naprawdę z przeprowadzonego fokusu wynika, że Polakom w nowym ustroju najbardziej doskwiera brak bezpieczeństwa socjalnego. To też widać w innych badaniach. Jest to coś, co nie dotyczy bezpośrednio samego funkcjonowania demokracji w sensie politycznym, natomiast coś, co ludzie wiążą z przemianami ustrojowymi. U nas i demokracja, i kapitalizm pojawiły się w tym samym momencie, dlatego ludziom często trudno jest rozdzielić te dwie sprawy, zrozumieć, że to nie jest to samo. Moim zdaniem konto polskiej demokracji najsilniej obciąża poczucie braku równości, niepewność, bezrobocie, sprawy związane z wolnym rynkiem, które ludzie zaliczają do tego samego pakietu…
…czyli takie skutki uboczne demokracji?
J.K.: - Skutki przemian ustrojowych, które w latach dziewięćdziesiątych dużo bardziej ludziom doskwierały niż dzisiaj. Toteż nasz stosunek do przemian jest coraz bardziej pozytywny.
Czy Węgrzy nie radzą sobie z demokracją?
J.K.: - Oni sobie przede wszystkim nie radzą z gospodarką, ale mają też poczucie, że system demokratyczny, taki jaki się ukształtował na Węgrzech, jakby pogłębia problemy gospodarcze i społeczne zamiast je rozwiązywać. Na Węgrzech mamy do czynienia z klinczem politycznym. On sprawia, że rząd nie potrafi chociażby skutecznie walczyć z kryzysem, ostra sytuacja polityczna z kolei sprawia, że żaden rząd nie jest w stanie wprowadzić reform, które mogłyby uzdrowić gospodarkę. Akurat Węgrzy mają chyba powód do sądzenia, że to nie tylko gospodarka, ale i polityka ich zawiodła.
A spoglądając z perspektywy dwudziestu lat: czy źle nie oddziałuje w krajach takich jak Węgry to, że ta demokracja - jak sam Pan kiedyś powiedział – spadała na nie z nieba?
J.K.: - Jedne społeczeństwa mają poczucie, że demokrację same sobie wywalczyły – na przykład Polacy i Czesi, a inne społeczeństwa, takie jak chociażby Węgrzy, mają poczucie, że ta demokracja przyszła z zewnątrz. Ale to nie znaczy, że ona była narzucona, że pewnego dnia Węgrzy się obudzili, mur berliński był obalony, a partia komunistyczna była w defensywie. Ci ludzie po prostu pozbawieni są poczucia, że demokracja jest ich własną zasługą. To niewątpliwie osłabia ocenę rządów demokratycznych. W Polsce właśnie to poczucie, że to myśmy sobie demokrację wywalczyli powoduje, że przy całym krytycyzmie co do tego, co się dzieje w Polskiej polityce, potrafimy być z demokracji dumni. Natomiast Węgrom jest trochę trudniej, a dodatkowo ich kraj jest w splocie kryzysu i politycznego, i gospodarczego. W tej chwili nie bardzo też wiadomo jak z tego gulaszu się wydostać.
Kolejnym wątkiem w badaniu jest deklaracja pomocy innym krajom. Nie zaskakuje Pana to, że do pomocy my Polacy nie jesteśmy za bardzo skłonni?
J.K.: - Nie. Mnie bardziej pozytywnie zaskakuje to, że jednak większość Polaków skłania się do pomagania. Znowu nie mówi tego zdecydowanie. Odpowiada, że raczej powinniśmy pomagać. Ale to już chyba dobrze w kraju, który raczej przyzwyczaił się do tego, że to zawsze ktoś nam pomagał, jak nie Amerykanie to Unia Europejska. My jednak jesteśmy w stanie dostrzec inne kraje, które mają o wiele większe problemy od nas i mamy przekonanie, że Polska może zrobić coś, żeby tym krajom trochę pomóc. Może powinniśmy podchodzić do tej pomocy mniej cynicznie, a bardziej jednak uznać, że powinniśmy pomagać, bo ktoś jest w potrzebie, a nie dlatego, żeby samemu sobie coś załatwić. Ale ogólnie poparcie społeczne dla pomagania jest, na przykład dla tego, co robi MSZ – gospodarując funduszami na wspieranie demokracji czy to na Ukrainie, czy Białorusi.
Czy ta interesowność Polaków, podejście „pomagajmy, ale tylko, jeśli będziemy mieli z tego jakieś korzyści”, trochę nie umniejsza naszemu nastawieniu na pomaganie?
J.K.: - Gdyby takie podejście stało się dominujące, to byłoby to dla Polski kłopotliwe. Gotowość do spieszenia innym z pomocą rzutuje na ocenę danego kraju, to jest część wizerunku kraju. Państwa, które stosują politykę „będziemy wam pomagać pod warunkiem, że wy na przykład będziecie kupować tylko nasze towary”, nie cieszą się zwłaszcza w Europie wielkim szacunkiem. Europejski etos pomocy polega tym, żeby pomagać według potrzeb, a nie dlatego, że gdzieś możemy coś ugrać.
Co możemy realnie zrobić, żeby w Polsce jakościowo demokracja się poprawiła, żeby za dwadzieścia lat ludzie w swojej ocenie demokracji byli bardziej przekonani?
J.K.: - Nikt chyba nie ma świetnego pomysłu na to, jak gruntownie naprawić wszystkie słabości demokracji. Nadzieja dla demokracji wiąże się z mobilizacją oddolną ludzi i zdolnością wywierania wpływu na politykę za pomocą chociażby nowych narzędzi takich jak internet. Szczególnie pokazała to ostatnia kampania w Stanach Zjednoczonych. Internet pomógł Obamie zjednać wyborów ponad wieloma innymi grupami interesów, które blokują zmiany w Stanach. Ten przykład ciekawie pokazuje, jak demokracja może się sama odnawiać przy użyciu nowych mediów i oddolnej działalności społecznej.
A więc nadzieja w budowie społeczeństwa obywatelskiego?
J.K.: - To, co wcześniej powiedziałem, jest właśnie z tym związane. Społeczeństwo obywatelskie ma sens tylko wtedy, kiedy buduje się je z inicjatywy oddolnej, a nie z zapotrzebowania rządzących. Są takie kraje w Azji Centralnej, gdzie NGO-sy buduje się nakazem prezydenta, bo krajowi wypada mieć NGO-sy. Nie sądzę jednak, żeby to był dobry wzór do naśladowania.

 


Źródło: inf. własna (ngo.pl)
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 0 0

Skomentuj

KOMENTARZE

Nie ma żadnych komentarzy

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • demokracja
  • społeczeństwo obywatelskie
  • z badań III sektora