Przejdź do treści głównej

FRDL - równolatka przemian [relacja]

autor(ka): Dariusz Mól
2009-09-20, 09:58
archiwalne
Galę Jubileuszową XX-lecia FRDL otworzył prof. Jerzy Regulski, prezes Fundacji
18 września minęło 20 lat od powstania Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej w Polsce (FRDL). W Domu Dziennikarza w Warszawie na Jubileuszowej Gali XX-lecie Fundacji świętowali przedstawiciele samorządu terytorialnego, organizacji pozarządowych, przedstawiciele Prezydenta RP i rządu oraz osoby związane z FRDL, w tym prof. J. Regulski, z którym rozmawiamy m.in. o polskim samorządzie.

„FRDL jest równolatką przemian społecznych w naszym kraju, a tworzenie w Polsce samorządu terytorialnego, które FRDL wspierała od samego początku, było jednym z największych kroków do polskiej demokracji” – list Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego odczytał minister Paweł Wypych, który także uhonorował naukowców i pracowników związanych z Fundacją odznaczeniami państwowymi.

W imieniu Marszałka Senatu RP na gali wystąpił Marek Ziółkowski, wicemarszałek Senatu RP, a list od premiera Donalda Tuska odczytała Katarzyna Hall, minister edukacji. Ciepłych słów dla FRDL nie szczędziła również Małgorzata Tusk, żona premiera, która kilka lat temu współpracowała z Fundacją. Z kolei Tadeusz Mazowiecki przekazał swoje życzenia wirtualnie – jego wypowiedź odtworzono na ekranie.

Podczas gali nagrodzono też 999 999., milionowego oraz milion pierwszego uczestnika szkoleń prowadzonych przez FRDL. A także osobom szczególnie zasłużonym dla rozwoju Polski lokalnej i samej Fundacji wręczono po raz pierwszy LAUR-y FRDL. Wśród nagrodzonych znaleźli się m.in. Tadeusz Mazowiecki i minister Barbara Kudrycka.

Po gali goście przeszli do ogrodów znajdujących się przy Domu Dziennikarza, gdzie już w mniej oficjalnej atmosferze był czas na długie rozmowy i dyskusje.

Udało się nam też namówić prof. Jerzego Regulskiego, prezesa FRDL na rozmowę podsumowującą 20 lat tworzenia samorządu terytorialnego, społeczeństwa obywatelskiego i pracy Fundacji, a także zapytaliśmy o wyzwania, jakie wciąż stoją i przed samorządowcami i przed trzecim sektorem.

Nad koncepcją odbudowy samorządu w Polsce pracował Pan już od początku lat 80.

Prof. Jerzy Regulski: – Wykładając na różnych uniwersytetach zajmowałem się pracami naukowymi związanymi z ekonomiką rozwoju miast. Zawsze się zastanawiałem, dlaczego planowanie przestrzenne miast jest tak bardzo nieskuteczne i powstają plany, które zupełnie nie przekładają się na życie. Pewnego dnia, w okresie pierwszej Solidarności, kiedy odrzuciliśmy pewne tabu, które nas hamowały i ograniczały nasze myślenie – przyszło olśnienie. Stwierdziliśmy, że na to, aby miasta się rozwijały, muszą być na szczeblu lokalnym jednostki zdolne do prowadzenia właśnie lokalnej polityki rozwoju. To znaczy właśnie władze lokalne, samorządowe. I wtedy planowanie będzie miało sens.

Pierwsze założenia reformy samorządowej, takie szerokie omówienie celów i potrzeb przedstawiłem 12 czerwca 1981 r. podczas forum konwersatorium „Doświadczenie i przyszłość”. Była to niesformalizowana organizacja obywatelska, ale bardzo znacząca i opiniotwórcza. I wtedy też ukształtowała się nieformalna kilkuosobowa grupa entuzjastów reform samorządowych.

W kilka miesięcy później również sformułowania dotyczące samorządu terytorialnego pojawiły się na I Zjeździe Solidarności w dokumencie „Rzeczpospolita Samorządna”, jako tło dla samorządu pracowniczego, którego dokument dotyczył.

Jednak wprowadzono stan wojenny. Co stało się z nieformalną grupą entuzjastów reform samorządowych?

J. R.: - Grupa działała dalej. Stworzyliśmy podstawy do nieformalnego funkcjonowania w oparciu o zakłady, którymi kierowałem w Instytucie Nauk Ekonomicznych PAN w Warszawie i Uniwersytetu Łódzkiego oraz w oparciu o zespół Michała Kuleszy z Uniwersytetu Warszawskiego. Pod różnymi przykrywkami prowadziliśmy studia nad samorządem terytorialnym. Odwoływaliśmy się do polskiej tradycji i analizowaliśmy aktualne potrzeby. A ponieważ nie mieliśmy w Polsce dostępu do empirii związanej z samorządem lokalnym, nawiązaliśmy liczne kontakty z kilkunastoma uniwersytetami na całym świecie. Ludzie pracujący na nich szalenie nam pomagali zbierając potrzebne nam dane i korygowali nasze założenia. Dzięki temu opracowaliśmy koncepcję reformy samorządowej.

W 1988 r. mieliśmy już gotowy program i było bardzo dokładnie wiadomo, co trzeba zrobić. Dzięki temu, w grudniu 1988 r. powstała Komisja Samorządu Terytorialnego w ramach Komitetu Obywatelskiego Lecha Wałęsy. Potem były dyskusje przy Okrągłym Stole, gdzie podpisaliśmy Protokół Rozbieżności, ponieważ ówczesne władzy nie chciały pójść na żadne istotne ustępstwa, a myśmy bardzo dokładnie wiedzieli, czego chcemy i odrzucaliśmy jakieś kosmetyczne, nic nie znaczące poprawki. Tutaj była jasna sytuacja. Zresztą opozycja nie prowadziła dyskusji o sprawach ustrojowych kraju. Ówczesna jej filozofia opierała się na założeniu, że państwo jest rzeczą stabilną, że przez długi czas będzie jeszcze komunistyczne i w związku z tym stawiano większy nacisk na to, żeby ludzie się stowarzyszali niezależnie od państwa. Traktowano stowarzyszenia i ruch obywatelski nie jako normalne wypełnienie ustroju demokratycznego, tylko jako coś alternatywnego do tej pozornej demokracji. Ten brak refleksji ustrojowej zaciążył bardzo w okresie, gdy trzeba było państwo reformować.

Potem uczestniczyłem w Komisji Programowej Solidarności i zadbałem o to, aby teza dotycząca potrzeb samorządu była bardzo wysoko zapisana w programie wyborczym. Kiedy wygraliśmy wybory, okazało się, że mamy ogromną większość w Senacie i w lipcu 1989 r. senatorowie podjęli decyzję o inicjatywie ustawodawczej dotyczącej tworzenia samorządu terytorialnego.

Także w lipcu 1989 r. postanowił Pan z innymi parlamentarzystami powołać Fundację Rozwoju Demokracji Lokalnej. Jak do tego doszło?

J.R.: - Byliśmy kompletnymi amatorami. Wiedzieliśmy, czego chcemy, ale nigdy nie funkcjonowaliśmy w strukturach państwa i administracji. Wtedy moja córka, która na stałe mieszka w Stanach Zjednoczonych powiedziała nam, że powinniśmy stworzyć organizację pozarządową, która będzie partnerem w tych działaniach. Zapytałem ją, czym jest organizacja pozarządowa, przecież nic takiego w Polsce nie istniało. Nie wiedzieliśmy, jak się organizować, ani skąd brać na taką działalność pieniądze. I wtedy porozumieliśmy się z ówczesnym ambasadorem USA w Polsce Johnem Davisem, który zachęcał nas do stworzenia fundacji i powiedział, że będzie nas wspierać. I właśnie w lipcu 1989 r. podjęliśmy decyzję o stworzeniu Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej. Oprócz mnie, jej założycielami byli prof. Walerian Pańko, Andrzej Celiński, Aleksander Paszyński i Jerzy Stępień. Oficjalne podpisanie aktu notarialnego odbyło się 18 września 1989 r. w gabinecie Marszałka Senatu Andrzeja Stelmachowskiego, już za rządów Tadeusza Mazowieckiego. Byliśmy pierwszą organizacją obywatelską, która wspierała reformę samorządową w kraju.

Jak Pan wspomina pierwsze miesiące funkcjonowania FRDL?

J. R.: - Ruszyliśmy głównie w oparciu o dużą pomoc zagraniczną, gdyż szybko otrzymaliśmy pierwszy grant w wysokości 5 tys. dolarów. Było to dla nas ewenementem, bo startowaliśmy z kapitałem zakładowym 100 dolarów. Pamiętam, że pierwszą siedzibą Fundacji była kawalerka, którą moja żona odziedziczyła po swojej rodzinie i udostępniła nam na biuro. Księgowa siedziała w kuchni, ktoś inny w łazience, bo nie było zbyt dużo miejsca. Ale był ogromny entuzjazm ludzi do pracy.

Wtedy też powstały różne koncepcje dotyczące tego, jak będziemy działać. Myśleliśmy na przykład, żeby rozdzielać pomoc zagraniczną i wspierać lokalne inicjatywy, ale stwierdziliśmy, że będzie to działanie na krótką metę. I w końcu stwierdziliśmy, że będziemy tworzyć sieci ośrodków. Chcieliśmy też stworzyć coś wspólnie z innymi organizacjami lokalnymi. Było parę takich prób, ale na dłuższą metę to nie wypaliło.

W tej chwili Fundacja działa właśnie w oparciu o sieć ośrodków. Na jakich aktywnościach opiera się ich działalność?

J. R.: - Mamy stałe biura w dwudziestu polskich miastach, bo niektóre z naszych wojewódzkich ośrodków mają swoje filie. Ośrodki prowadzą głównie działalność szkoleniową, ale również doradczą. Przez dwadzieścia lat w naszych szkoleniach wzięło udział ponad milion osób.

Ale przede wszystkim wspieramy więzi lokalne. Samorząd ma sens wtedy, kiedy ludzie są zorganizowani i wiedzą czego im potrzeba. A to wcale nie jest tak prosto określić. Wskazując priorytety, trzeba przecież świadomie rezygnować z innych rzeczy i dlatego ludzie muszą się kontaktować ze sobą, muszą współdziałać, współpracować. Warto tu wspomnieć o dorocznej nagrodzie FRDL, przyznawanej organizacjom obywatelskim oraz instytucjom lokalnym pod patronatem Ministra Kultury i UNESCO za działania integrujące społeczności lokalne wokół problemów kultury czy tradycji. To są bardzo różne rzeczy: na przykład odpusty, jarmarki, pielgrzymki, ale też targi, festiwale, czy tak jak nagrodzone w ubiegłym roku programy wiosek tematycznych i otwartych ogrodów.

Bardzo ważną formą naszej działalności są tzw. fora. To takie jakby kluby dyskusyjne w układzie regionalnym, grupujące pracowników administracji i ludzi o podobnych zainteresowaniach. Mamy na przykład fora sekretarzy gminnych, skarbników, administratorów edukacji, kultury, konserwatorów zabytków, urzędników zajmujących się integracją europejską. Przy czym trzeba jasno powiedzieć, że nikogo nie zmuszamy do tworzenia takich klubów. Zapraszamy, dajemy logistykę, ale one powstają niejako lokalnie i oddolnie. To bardzo ważne, bo dzięki temu ludzie poznają się, wymieniają doświadczenia, nawiązują kontakty, konsultują między sobą różne problemy, zapraszają wykładowców, którzy opowiadają im o ciekawych rozwiązaniach. To bardzo istotna, samokształceniowa forma, która toczy się przez Polskę.

Fundacja zajmuje się również wspieraniem jakości administracji publicznej.

J. R.: - To jest kluczowa sprawa. Ponieważ podstawą zaufania ludzi do państwa jest właśnie jakość administracji. Jeżeli urzędnik nie potrafi dobrze obsłużyć ludzi, reaguje w sposób arogancki, to taka postawa odrzuca ludzi od władzy. Nie mają do niej zaufania. Dlatego organizujemy cały szereg szkoleń po to, żeby poprawiać ową jakość administracji.

FRDL prowadzi także szkoły administracji publicznej. Ile ich jest i jaka jest ich filozofia?

J. R.: - W tej chwili mamy cztery szkoły, z których już wyszło kilkanaście tysięcy absolwentów, nie naukowców, tylko praktyków. Skoncentrowaliśmy się na szkołach licencjackich, uczących w większości w systemie zaocznym. Jeżeli człowiek ma wyższe wykształcenie II stopnia, nie mówiąc już o doktoratach, to później nie wraca już na wieś. Jeśli student mieszka pięć lat w dużym mieście uniwersyteckim, to jest mu bardzo trudno wrócić niejako do domu. A nam zależy na tym, żeby ludzie wracali do swoich lokalnych społeczności i podnosili jakość administracji w terenie.

Co z perspektywy 20 lat zapisałby Pan po stronie sukcesów Fundacji?

J. R.: - Sukcesem Polski jest rozwój samorządu terytorialnego. I myślę, że Fundacja przyczyniła się do tego w istotny sposób. Przy okazji naszego jubileuszu spotykam wielu ludzi, którzy wspominają, że w ciągu dwudziestu lat, w jakimś okresie swojego życia, czy to pracowali w Fundacji, czy robili dla nas jakieś opracowania, czy byli przez nas szkoleni. To są wciąż aktywne osoby, które zdobytą u nas wiedzę i umiejętności ponieśli dalej. I to też należy zapisać po stronie naszych sukcesów. Podobnie jak liczne dowody uznania ze strony władz lokalnych w postaci wyróżnień i nagród. Warto też wspomnieć, że z inicjatywy Fundacji został też do programów operacyjnych wprowadzony projekt dotyczący dobrego państwa, czyli szkoleń administracji publicznej. To także pewien nasz sukces.

A jakich problemów nie udało się rozwiązać?

J. R.: - Jest kilka spraw. Po pierwsze, z braku środków finansowych nie udało się nam stworzyć w Polsce ośrodka opiniotwórczego studiów i analiz długoterminowych i strategicznych, który także oceniałby działalność administracji terytorialnej, wskazywał sprawy wymagające naprawy, a przy tym był niezależny. Niestety, upartyjnienie sięga również władz samorządowych. W wielu wypadkach to upartyjnienie stwarza ograniczenia swobodnego przedstawiania wniosków czy sugestii różnych działań.

Kolejną, istotną sprawą jest to, że w Polsce idea samorządu wciąż nie przebiła się do świadomości społecznej. Choć indywidualnie wszyscy mówią, że jest to ważna sprawa, jednak ogólnie ta świadomość jest wciąż niewielka. Nawet teraz, w rocznicę obchodów powołania pierwszego niepodległego rządu Tadeusza Mazowieckiego, reforma samorządowa, jaka się w tamtym czasie dokonała nie została w konferencji naukowej uwypuklona jako jego sukces. Brakuje nam też rozwojowej myśli, jak ten samorząd ma wyglądać za 10 czy 15 lat.

I jeszcze jedna rzecz, która trochę jest poza naszymi wpływami. Chodzi o profesjonalizację administracji publicznej. Mamy sytuację absurdalną. W wyniku dwudziestu lat wykształciła się liczna grupa pracowników posiadająca już duże doświadczenia administracyjne i lokalne. Ale nie został stworzony system wykorzystania tych ludzi. Upartyjnienie władz lokalnych powoduje niestabilność administracji i sukcesywną wymianę ludzi. Uzależnienie od jednoosobowych zarządów powoduje to, że urzędnicy bardziej patrzą na to, co szef chce, a nie na prawo. I to wymaga w jakiś sposób poważnego zastanowienia, bo nie może być tak, że sytuacja pracownika samorządu lokalnego zależy wyłącznie od wójta. Stabilizacja władzy jest pozytywna, ale brak jest w tej chwili wystarczającej kontroli społecznej i niezależności administracji od działań układów partyjnych. To duży problem, z którym będziemy się borykać przez następne lata.

Rocznica powstania FRDL zbiega się z dwudziestą rocznicą obywatelskich przemian w Polsce. Jak Pan ocenia dwadzieścia lat społeczeństwa obywatelskiego w naszym kraju?

J. R.: - Bardzo wysoko oceniam działalność władz lokalnych. Uważam, że fakt decentralizacji państwa, nadanie możliwości działania niezależnego od dyrektyw centralnych w zasadniczy sposób przyspieszyło rozwój naszego kraju. Myślę, że organizacje pozarządowe też mogły się lepiej rozwijać w sytuacji zdecentralizowanego państwa niż gdyby to wszystko było prowadzone przez ministerstwo, odgórnie. Z drugiej strony nie mam wątpliwości, że ludzka mentalność zmienia się wolniej niż prawo czy sytuacja gospodarcza. Dlatego trzeba wspierać i tworzyć różne formy integracji na szczeblu lokalnym, żeby ludzie się identyfikowali ze swoją miejscowością, żeby się rozumieli, razem podejmowali działania, mieli większą świadomość, że naprawdę mogą kreować rzeczywistość.

Poza tym, nie jest tak, że osiąga się pewien system raz i już jest po sprawie. Trzeba go stale doskonalić. Ustrój państwa jest odbiciem całego szeregu czynników: społecznych, edukacyjnych, układu gospodarczego, technologii i dlatego trzeba go stale i bez przerwy modyfikować. Można to robić małymi krokami, albo dokonywać istotnych reform, tak jak np. ma to miejsce w wielu państwach europejskich, które po II wojnie światowej dokonały kilku istotnych zmian ustrojowych. Oczywiście, trzeba mieć odwagę dokonywać takich reform, ale trzeba mieć też do nich poparcie społeczeństwa. Zawsze są silne grupy zainteresowane status quo, ale warto pokonywać ten opór. I to też jest wyzwanie dla organizacji trzeciego sektora.

Czyli Fundacja ma co robić przez kolejne 20 lat?

J. R.: - Zdecydowanie tak!

 

Jerzy Regulski jest wybitnym znawcą problematyki samorządności i urbanistyki. Ukończył studia na Wydziale Inżynierii Politechniki Warszawskiej i w paryskim Centre de Recherche d'Urbanisme. Uzyskał tytuł profesora nadzwyczajnego nauk technicznych oraz profesora zwyczajnego nauk ekonomicznych.
Współprzewodniczył zespołowi ds. samorządu terytorialnego podczas rozmów Okrągłego Stołu w 1989 r. Jako senator zainicjował prace nad pakietem reformy samorządowej, a następnie, jako pełnomocnik rządu ds. reformy samorządu terytorialnego koordynował wprowadzanie jej w życie.
Od 1992 do 1997 r. był ambasadorem, stałym przedstawicielem RP przy Radzie Europy w Strasburgu. W latach 1998 – 99 był przewodniczący Rady ds. Reform Ustrojowych Państwa przy Prezesie Rady Ministrów.Opublikował ponad 200 książek i rozpraw, wykładał na 78 uniwersytetach. Jest doktorem honoris causa Uniwersytetu Łódzkiego oraz duńskiego Uniwersytetu w Roskilde.
W 1994 r. został odznaczony medalem Krajowego Sejmiku Samorządu Terytorialnego, a w 1999 r. – krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski. Jest także laureatem Nagrody im. Grzegorza Palki za zasługi dla samorządu oraz specjalnej nagrody polskich stowarzyszeń samorządowych za przeprowadzenie reformy ustrojowej państwa.


LOGO

Źródło: inf. własna (ngo.pl)
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 0 0

Skomentuj

KOMENTARZE

Nie ma żadnych komentarzy

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • demokracja
  • organizacje w polityce
  • organizacje wspierające
  • społeczeństwo obywatelskie
  • współpraca z administracją