DZIŚ

Światowy Dzień ChoregoDzień Dokarmiania Zwierzyny LeśnejEuropejski Dzień Numeru Alarmowego 112

Między młotem a kowadłem

Ustawa o dostępie do informacji publicznej kontra ustawa o ochronie danych osobowych – czy można pogodzić je ze sobą?

Wiadomość archiwalna

A A A

autor(ka): Maria Roman

2009-02-02, 14.56

Mamy prawo
Prawo dostępu do informacji publicznej to jedno z podstawowych praw obywatelskich gwarantowanych przez Konstytucję. Szczegółowo prawo to określa odpowiednia ustawa. Co wchodzi w zakres informacji publicznej? Przede wszystkim dane o organach państwowych, dane o osobach sprawujących w nich funkcje publiczne, a także o osobach, które ubiegają się o takie funkcje (dane osobowe, kompetencje itd.). Nie istnieje żaden zapis jasno definiujący, kogo określenie „osoba sprawująca funkcję publiczną” dotyczy. Wiadomo jednak, że wykonywana przez nią praca musi mieć związek z realizacją zadań publicznych nałożonych na daną instytucję i mieć (choćby wąski) zakres działań decyzyjnych. Nie dotyczy to jednak ani rodziny, ani przyjaciół czy dalszych współpracowników takiej osoby. Informacja publiczna to także dane o osobach korzystających z pomocy społecznej oraz treść dokumentów urzędowych.

Wydawać się może, że pojęcie „informacja publiczna” jest bardzo szerokie i pojemne, jednak istnieje dodatkowo około 250 zapisów w innych ustawach, które ograniczają do niej dostęp, między innymi w celu ochrony danych osobistych.
Ochrona danych osobistych to prawo, które również przysługuje każdemu i gwarantowane jest zarówno przez Konstytucję jak i odpowiednie ustawy. Od zasady tej znajdziemy jednak znowu szereg wyjątków, które dotyczyć będą m.in. wcześniej wspominanych osób sprawujących funkcje publiczne i osób objętych pomocą społeczną. 
Na poziomie teorii prawnej ustawy nie są ze sobą sprzeczne, jednak praktyka ich stosowania wygląda inaczej. Obydwie nie są napisane wystarczająco ostro, aby móc uniknąć sprzecznych interpretacji i nieporozumień. A to otwiera ścieżkę nadużyciom.
 
Kto próbuje przeciągać linę?
Ustawą o ochronie danych osobowych zasłaniają się nieprzejrzyste instytucje publiczne i osoby sprawujące stanowiska publiczne, które chronią w ten sposób własne interesy, pogwałcając zapisy ustawy o dostępie do informacji publicznej. Na ustawę o dostępie do informacji publicznej powołują się ludzie żądni sensacji i załatwiający prywatne porachunki, a także ludzie chcący zdobyć informacje mające wartość na rynku (np. bazy danych).
Wnioski osób należących do tej drugiej grupy często kierowane są do sądów. Interesanci chcą uzyskać dostęp do aktów sądowych, zawierających tzw. „dane wrażliwe” (o rodzinie, przekonaniach, dane intymne). Sądy bronią się, wymagając od wnioskodawcy sprecyzowania poszukiwanej informacji, tak by można było ukryć w danym akcie dane nieprzeznaczone dla oczu osób postronnych.
 
Z drugiej strony „barykady” odzywają się jednak głosy, iż administracja państwa aż nadto dobrze radzi sobie z bronieniem się przed nadużywaniem przez obywateli prawa do informacji publicznej. Istnieje urząd odpowiedzialny za pilnowanie, czy prawo do prywatności każdego obywatela jest szanowane – jest nim Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych. Nie ma jednak analogicznej instytucji, która dbałaby o praktykę dostępu do informacji publicznej.
 
Skargi na bezczynność
Zdarza się bardzo często, iż instytucje państwowe, do których kierowane są wnioski o udostępnienie informacji publicznych, nie tyle odmawiają ich wydania, co po prostu nie ustosunkowują się w żaden sposób do owych próśb lub robią to w sposób nieformalny, niepozwalający na dalsze urzędowe kroki. Warto wiedzieć, iż w takich sytuacjach można składać skargi do Sądu Administracyjnego. Będą to tzw. „skargi na bezczynność”.
Jedynie w 10% przypadków wydawana jest prawidłowa urzędowa decyzja. Jednak możliwe „dalsze kroki” także sprawę rzadko rozwiązują. Z reguły jedyną możliwością jest zaskarżenie decyzji do Sądu Powszechnego, gdzie wchodzi się na trudną „ścieżkę wojenną” z państwową instytucją – silną i bogatą w zasoby. Częstą bolączką jest także fakt, iż urzędy komplikują proces pozyskiwania od nich informacji publicznych, domagając się m.in. udzielania bardzo dokładnych danych o wnioskującym, do czego nie mają prawa.
 
Z życia organizacji
Najlepszym przykładem na to, jak negatywny stosunek urzędów do udzielania informacji publicznych wpływać może na działalność organizacji pozarządowej, zajmującej się badaniem przejrzystości życia publicznego, są wyniki prac nad monitoringiem wydatkowania wybranych funduszy publicznych, prowadzonych przez Program przeciw Korupcji Fundacji im. Stefana Batorego. Omówienie tego badania i trudności związanych z jego prowadzeniem stało się kanwą dla dyskusji, która odbyła się w ubiegłą środę (28. Stycznia 2008) w siedzibie Fundacji Batorego.
Wspomniany monitoring wykazać miał istnienie ewentualnych powiązań między światem polityki i biznesu. Powiązania takie znane są z badań przeprowadzanych w innych krajach europejskich i w USA. Szukano zależności między wsparciem finansowym firm dla partii, a decyzjami o udzielaniu zamówień publicznych. Podobnych zależności szukano w polityce kadrowej wybranych instytucji państwowych. Skomplikowane badanie wykazało bardzo nieliczne nieprawidłowości w tym zakresie. Być może stało się tak dlatego, ze zależności tych nie ma – system finansowania partii politycznych w Polsce chroni przed nadużyciami. Być może sposób udostępniania danych o darczyńcach partii uniemożliwia właściwą interpretację, a być może jeszcze zależności te opierają się na finansowaniu nielegalnym i ukryte są znacznie głębiej, tam gdzie organizacje pozarządowe nie mają już dostępu.
Na pewno zasadniczą przeszkodą w skutecznym przeprowadzeniu tego monitoringu, były trudności w dostępie do informacji publicznej, z jakimi spotykali się badacze. Niektóre instytucje publiczne odmawiały podania wyników konkursów na stanowiska urzędnicze, co uzasadniano zapisami ustawy o ochronie danych osobowych. Informacje dostępne w BIP-ach są niepełne, często nieaktualne i całkowicie ze sobą niekompatybilne, co uniemożliwia porównania. Urzędy zwlekają z udzielaniem odpowiedzi na wnioski o udostępnienie informacji i często stosują uniki przed podaniem rzetelnych danych.
 
Wydaje się, iż podstawą dla uporządkowania tej sytuacji jest edukacja. Zarówno urzędnicy jak i obywatele muszą lepiej zrozumieć zapisy obydwu ustaw, by móc korzystać z nich zarówno dla zdobywania informacji, jak i ochrony swoich praw. Potrzebne jest także większe zainteresowanie ze strony państwa realizacją zapisów o dostępnie do informacji publicznej. Nieproporcjonalnie duże przykładanie wagi do ochrony danych osobistych uniemożliwia organizacjom pozarządowym monitoring funkcjonowania instytucji państwowych. A prowadzenie takich badań, przez instytucje niezależne od władzy, jest jednym z filarów nowoczesnego społeczeństwa obywatelskiego i nie powinno napotykać na przeszkody.
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!

SKOMENTUJ

Uwaga, komentarz pojawi się na liście dopiero po uzyskaniu akceptacji moderatora.

Fakt, kiepski artykuł - 2009-02-04, 15:13
dzieci we mgle - 2009-02-02, 17:41
Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.