Przejdź do treści głównej

Społeczne pogotowia początki

autor(ka): Krzysztof Wittels
2009-01-02, 12:12
archiwalne
Trudno sobie wyobrazić współczesne miasto bez pogotowia ratunkowego. Ta ważna dla miejskiego organizmu instytucja została powołana w Warszawie z inicjatywy całkowicie prywatnej.
Przez dziesięciolecia warszawskie Pogotowie Ratunkowe działało jako wzorcowa społeczna organizacja o charakterze pomocowym, chętnie i szeroko naśladowana w wielu innych miastach w kraju i za granicą. Skąd wyjątkowa popularność i chęć naśladownictwa? Towarzystwo Doraźnej Pomocy Lekarskiej – Pogotowie Ratunkowe zostało zainicjowane w tak dojrzałej i profesjonalnej formie, że przez dziesięciolecia ulegało niewielkiej tylko przemianie. Zmieniał się sprzęt ratowniczy i medyczny, karetki spalinowe zastąpiły z czasem wcześniejsze - konne, coraz bardziej profesjonalna była wiedza lekarzy i sanitariuszy. Przedwojenna historia Towarzystwa w pełni realizowała scenariusz idealnego filmu Alfreda Hitchcocka – najpierw trzęsienie ziemi, a potem napięcie rośnie…
 Obsługiwali cara Mikołaja II
Pogotowie Ratunkowe w Warszawie zostało powołane z inicjatywy: Konstantego hr. Przeździeckiego i dr Józefa Zawadzkiego w 1897 r. Wzorowali się na pogotowiu wiedeńskim, powstałym po tragicznym pożarze tamtejszej opery. W styczniu 1896 r. w mieszkaniu K. hr. Przeździeckiego zebrał się komitet inicjujący powstanie Towarzystwa. Cel zdefiniowano zwięźle i rzeczowo: „udzielanie pomocy doraźnej we wszelkiego rodzaju wypadkach nieszczęśliwych w mieście”. Misją uczyniono propagowanie idei samarytańskiej pomocy bliźniemu w nowoczesny sposób, zgodnie z postępem sztuki leczniczej i techniki. Po Powstaniu Styczniowym władze carskie niechętnie patrzyły na każdy przejaw oddolnej inicjatywy społecznej w Warszawie. Dlatego też, nim przystąpiono do prac organizacyjnych, K. hr. Przeździecki zaangażował się w propagowanie swego pomysłu. Na własny koszt sprowadził karety, narzędzia oraz nosze i zorganizował stację ratunkową na - odbywającej się w mieście - Wystawie Higienicznej. To poskutkowało, statut został zatwierdzony i pierwsza stacja Pogotowia Ratunkowego w Warszawie otworzyła podwoje 22 lipca 1897 r. Już w dwa tygodnie później przeszła bojowy chrzest. „Stało się to przy wizycie Mikołaja II w Warszawie w sierpniu 1897 r., t. j. w niespełna dwa tygodnie od otwarcia stacji. W przeddzień przybycia Mikołaja zażądano od Towarzystwa, by na dzień przybycia zorganizowało 20 posterunków ratowniczych na drodze przejazdu od dworca wileńskiego do Łazienek. (…) Ta sprawność organizacji tak zaimponowała administracyjnym władzom miejscowym, iż wszelkie trudności, które piętrzyły się z ich strony w początkach, znikły i odtąd Pogotowie cieszyło się poparciem bezwzględnym administracji.” (XXXV lat, s.6) Nic dodać, nic ująć. Pogotowie niemal od założenia prowadziło służbę całodobową, bezpłatnej pomocy ofiarom wypadków udzielali wyłącznie lekarze z odpowiednią praktyką. Po 3 latach działalności Pogotowie było już instytucją dobrze zakorzenioną i rozpoznawalną w mieście. Roczna liczba wezwań wynosiła ok. 8 tys., Pogotowie Ratunkowe zatrudniało 16 lekarzy i 9 sanitariuszy, dysponowało taborem 11 koni i 4 powozów.
 Regulamin nawet dla woźnicy
Od 1903 r. Pogotowie Ratunkowe miało już własny lokal przy ul. Leszno 52. Budynek miał dwa piętra i mieścił m.in. pokój i sypialnię lekarzy, bibliotekę, aptekę, salę opatrunkową, sterylizatornię, poczekalnię, wozownię dla karetek konnych oraz „koszary sanitarjuszów”. W 1927 r. otwarto drugą stację ratunkową przy ul. Hożej 56.
Towarzystwo było zarządzane w sposób wzorowy, a szczegóły organizacji pracy i obowiązki członków zespołu określał specjalny regulamin. Nawet woźniców obowiązywał odpowiedni strój oraz szczegółowy protokół zachowania się: „ (…) Woźnice noszą mundur, który jako własność Towarzystwa, powinni szanować. Starszy ma gwiazdę na kołnierzu, a wszyscy pierwszą literę nazwy karety, do obsady której należą. Niezależnie od rannego oczyszczania, mundury powinny być oczyszczane ile razy się zabrudzą, a części metalowe zawsze świecić powinny. (…) Pod żadnym pozorem nie wolno: a) palić tytoniu w stajni, wozowniach, koszarach, kuchni i innych lokalach Towarzystwa, ani też w czasie jazdy, ani na miejscu wypadku; b) grać w jakiekolwiek bądź gry; c) prowadzić głośnych rozmów gdziekolwiek bądź; d) wydalać się bez pozwolenia nawet przed bramę; e) opóźniać się przy alarmie; f) przyjmować odwiedzin; g) pić lub przechowywać spirytualij; h) przyjmować datków od kogokolwiek bądź i gdziekolwiek bądź” (X-lecie, s. 85-86).
Sposób działania określał statut: „Na czele instytucji stoi Zarząd, wybierany przez Zebranie Ogólne i składający się z 12-tu członków i 2-ch zastępców oraz 2-ch członków stałych z urzędu prezydenta i oberpolicmajstra m. Warszawy. Zarząd ten, odnawiany w 1/3 co rok, wybiera na lat 3 prezesa, wice-prezesa, sekretarza, skarbnika i inspektora stacyi, z których pierwsi czterej stanowią czynną bez przerwy komisyę wykonawczą”. (X-lecie, s. 8) Pierwszym prezesem Towarzystwa był Gustaw hr. Przeździecki, brat zmarłego inicjatora pogotowia, a po nim funkcję tę przez wiele lat sprawował dr Józef Zawadzki.
 Na wezwanie telefoniczne
Powstanie Pogotowia Ratunkowego w Warszawie zbiegło się z rozwojem sieci telefonicznej wprowadzonej przez Bell Telephone Company. Dynamiczny rozwój telekomunikacji (w 1900 r. było już ponad 2200 aparatów telefonicznych w Warszawie) miał ogromny wpływ na działanie pogotowia. Już na pocz. XX w. praca pogotowia przebiegała mniej więcej tak: „Wyjazd do wypadku odbywa się przeważnie na wezwanie telefoniczne. Lekarz dyżurny notuje adres wypadku, istotę wypadku, nazwisko wzywającego lub N-r telefonu, wreszcie godzinę wezwania w księdze odpowiedniej, poczem alarmuje sanitaryuszy dyżurnych, którzy, mając zaprzężone konie, natychmiast wyjeżdżają ze stacyi. Konie są w zaprzęgu kolejno od 9 r. do 11 wiecz. To też wyjazd trwa od ¼ -1 minuty, nocą dłużej, do 10 minut” (X-lecie, s.7). Początkowo używano wyłącznie karet konnych, które były uważane wówczas za wielce doskonałe „otwierane z obu boków i zaopatrzone w nosze, niosą dobrze, gdyż są na kołach gumowych. Przy karecie każdej zawsze napełniony: 1) kufer z narzędziami i opatrunkami, 2) skrzynka z odtrutkami, skrzynka z wodą przegotowaną oraz worek z bielizną i miednicą” (X-lecie, s. 7).  Od 1909 r. miejsce karetek konnych zaczęły zajmować samochodowe.
 Fundraising w czasach kryzysu
Zdumiewać może fakt, że przy ogromnych i ciągle wzrastających kosztach i niewielkim wsparciu środków publicznych pogotowie stale się rozwijało. Wszystko to dzięki gospodarności i pomysłowości władz Towarzystwa – ludzi nauczonych, że wielkie rzeczy osiąga się ciężką pracą. Dbano, by koszty nigdy nie zrównały się z przychodami. Wszelkie nadwyżki lokowano w „fundusz zapasowy” (rodzaj dzisiejszego „kapitału żelaznego”). W ten sposób już po 10 latach działania „fundusz zapasowy” wynosił ok. 30 tys. rubli, a więc równowartość rocznego budżetu!
Wielka popularność warszawskiego Pogotowia przekładała się na wsparcie społeczne, jakie otrzymywało. Pieniądze wpływały od indywidualnych darczyńców, członków powołanego przy pogotowiu Komitetu Obywatelskiego, z kolekty podczas imprez plenerowych w Dolince Szwajcarskiej i na Dynasach, z rautów w Ratuszu, koncertów w Filharmonii i występów cyrkowych. Były to często kwoty na ówczesne czasy ogromne. Największe wpłaty pochodziły z zabaw urządzanych we wrześniu w Ogrodzie Saskim. I tak podczas zabawy w roku 1899 r. zebrano ponad 11 tys. rubli, w 1900 r. już ponad 13 tys., a w 1901 r. ponad 17 tys. rubli! Prowadzono zbiórkę wśród właścicieli nowo budujących się domów, ale i wśród właścicieli domów już istniejących. Czerpano dochody z przewozu osób chorych (bezpłatne były wyłącznie interwencje i opieka związana z wypadkami). Wydawano niezwykle popularny wśród Warszawiaków „Kalendarz na Pogotowie Warszawskie” o nakładzie 7 tys. egzemplarzy, który znikał co roku już w styczniu, stał się bowiem „nieodzowną książką dla każdego inteligentnego mieszkańca Warszawy” (X-lecie, s. 20). Nieznaczne dochody dawały także odpłatne wykłady „zawsze zapełnione szczelnie i wygłaszane przez lekarzy Pogotowia”, wydawnictwo książek branżowych i miesięcznika „Ratownictwo” oraz pocztówek.
 Smutne statystyki
Pogotowie Ratunkowe, od początku istnienia, zbierało szczegółowe dane dotyczące wypadków w Warszawie. Są one dziś doskonałym źródłem wiedzy o historii społecznej miasta. Dzięki nim możemy m.in. prześledzić zjawisko narastającej liczby wypadków spowodowanych rozwojem budownictwa i przemysłu w Warszawie, dowiedzieć się o pladze nożownictwa, jaka zapanowała w mieście w pocz. XX w., prześledzić smutne następstwa wystąpień i manifestacji robotniczych i patriotycznych w okresie rewolucji 1905 r. Statystyki odnotowują konsekwencje starć z policją i żandarmerią, rezultaty ataków terrorystycznych z użyciem bomb, pogromy, ale także pożary, zatrucia czadem, wypadki w fabrykach i na kolei. Dynamiczny rozwój Warszawy, w szczególności rozlokowanego na obrzeżach miasta przemysłu fabrycznego, powodował, że pogotowie w krótkim czasie stało się instytucją niezbędną. Najwięcej wezwań pochodziło z Woli, a potem również z Pragi. Statystycznym poszkodowanym był mężczyzna, lat 20-30, katolik, niewykształcony, przeważnie robotnik bądź rzemieślnik. Liczba wezwań stale wzrastała – z 1279 w roku założenia pogotowia, do ponad 30 tys. na pocz. lat 30. XX w.
 Pod szczęśliwą gwiazdą
 „Pogotowie snadź szczęśliwą obrało sobie gwiazdę za godło, bo niemal od zarania swej działalności zyskało oddźwięk w sercach Warszawy i dziś po latach 35 stanęło na tym poziomie, że już nikt chyba nie wyobraża sobie życia normalnego bez Pogotowia Ratunkowego w Warszawie” - pisano z okazji 35-lecia Pogotowia (XXXV lat, S. 1). Pominąwszy skromność tej tezy – oddźwięk przecież nie dotyczył samej tylko Warszawy. Towarzystwo Doraźnej Pomocy Lekarskiej – Pogotowie Ratunkowe brało udział w organizacji lub wspierało organizację instytucji doraźnej pomocy lekarskiej w innych miastach – Łodzi, Wilnie, Kijowie, Mińsku, Smoleńsku, Samarze, Saratowie, Petersburgu, Odessie, Rydze, Tule, Taszkiencie.
Dziś warszawskie pogotowie ratunkowe to jeden z największych w Polsce publicznych zakładów opieki zdrowotnej, świadczący usługi z zakresu pomocy doraźnej, zatrudniający ponad 1000 pracowników i dysponujący 43 zespołami wyjazdowymi w 15 punktach miasta (za: PAP). Czas pokazał najlepiej, ile warta była społeczna inicjatywa niewielkiego grona warszawskich pozytywistów. Sukces swój Pogotowie Ratunkowe odnosiło nie tylko dzięki profesjonalizmowi, ale też temu, że nigdy nie zeszło z raz obranej drogi. Jednak zawsze było też czymś więcej niż zwykłą instytucją usługową.
 Bibliografia
X-lecie Pogotowia Ratunkowego w Warszawie, dr Józef Zawadzki, Warszawa 1907
XXXV lat działalności Towarzystwa Doraźnej Pomocy Lekarskiej w Warszawie (1897-1932), opr. dr Józef Zawadzki, Warszawa 1932

LOGO

Źródło: inf. własna
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 3 0

Skomentuj

KOMENTARZE

  • Link do monografii ~Ryszard Mączewski 28.10.2009, 01:50 Monografia wydana w XXXV rocznice powstania Pogotowia jest dostępna on-line pod tym adresem: http://varsaviana.pl/karta.php?numer=00011 Książka w formacie djvu. ODPOWIEDZ

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • historia
  • ochrona zdrowia
  • varsaviana