DZIŚ
Międzynarodowy Dzień Walki z RakiemMiędzynarodowy Dzień Walki z Rakiem
PODOBNE WIADOMOŚCI
- 1 proc. a dostęp do informacji publicznej » (09.10.2008)
Nadgorliwość trącąca biurokracją
Biedny Grzesiek... pomyślałam spojrzawszy na komentarze pod tekstem "1 procent a dostęp do informacji publicznej". Autorem komentowanego artykułu jest Grzegorz Makowski z Instytutu Spraw Publicznych.
2008-10-21, 15.10
Cały tekst dotyczy problemów z ujawnianiem wysokości środków
jakie otrzymały organizacje pożytku publicznego w ramach mechanizmu
jednego procenta. Artykuł kończy się akapitem:
W zasadzie bowiem organizacje pozarządowe korzystające z
majątku publicznego lub wykonujące zadania publiczne powinny
również mieć własną stronę w Biuletynie informacji publicznej. Nikt
dotychczas nie egzekwował tego obowiązku. Nieznane nam są też
przypadki organizacji, które miałby swoją stronę w BIP. Być może
jednak w obliczu problemów z ujawnianiem wpływów z 1 proc. (ale nie
tylko, często bowiem bywa, że organizacje nie chcą udostępniać
nawet najbardziej podstawowych dokumentów na swój temat, jak na
przykład statut), powinno się wyegzekwować ten obowiązek
przynajmniej od organizacji OPP.
Wcześniej autor powołuje się na ekspertyzęzamówioną
przez Stowarzyszenie Liderów Lokalnych Grup Obywatelskich, w którym
działam.
No i stało się. Grzegorz dostał takie same baty, jak my kiedy
na stronie www.informacjapubliczna.org.plumieściliśmy
informację, iż organizacje pozarządowe, które realizują zadania
publiczne bądź korzystają ze środków publicznych powinny prowadzić
Biuletyny Informacji Publicznej. Sprawa ta była już wcześniej
wywołana na forum
ja obywatel. Znamienne jest, że stanowi najobszerniej
dyskutowany wątek w części o standardach w organizacjach
pozarządowych . Po opublikowaniu ekspertyzy, temat rozwijał się na
forum, w rozmowach nieformalnych oraz dyskusjach na zamkniętych
listach. Sprawie towarzyszy sporo emocji. Jako, że tekst ten nie
pretenduje do obiektywnego przedstawienia stanu dyskusji, pozwolę
sobie tutaj na wyrażenie subiektywnego punktu widzenia na intencje
niektórych krytyków BIPu w organizacjach. Zaznaczam jednak, że nie
jest to oficjalne stanowisko Stowarzyszenia Liderów Lokalnych Grup
Obywatelskich, choć wiele uwag wynika z dyskusji z niektórymi z
członkiń i członków.
Nie bądźmy ślepi na realia
W dyskusjach nad BIPami w organizacjach podnoszony jest szereg
argumentów dotyczących przeszkód, które w istotny sposób utrudniają
lub wręcz uniemożliwiają przygotowanie publikatorów.
Trudno polemizować z argumentami o tym, że nierealne jest
prowadzenie BIPów przez organizacje realizujące zadania publiczne,
a nie prowadzące strony internetowej z powodu braku zasobów
technicznych oraz wyobrażenia do czego służy Internet. Zresztą
wygląd stron domowych organizacji też pozostawia wiele do życzenia
i pokazuje jak ta sfera jest niedoinwestowana, bo ani sponsorzy ani
tryb działania – skupienie na celach statutowych i wieczny nadmiar
zadań – nie umożliwiają regularnego uzupełniania treści.
Równie istotne wydają się argumenty o tym, że w zasadzie
informacje te same co w BIP można umieścić na stronie internetowej,
a sporo danych można znaleźć w elektronicznej
bazie sprawozdań organizacji pożytku
publicznego i Krajowego
Rejestru Sądowego. Jednak w tych bazach nie ma
wszystkich danych zwyczajowo uważanych za podstawowe – brak na
przykład statutów. Co więcej otwarte pozostaje co w BIPach miałoby
się znaleźć i jak ma to być zaprezentowane, aby faktycznie
spełniało wymogi przejrzystości. Niezależnie od odpowiedzi, nie
zbija to argumentu, że w zasadzie to samo mogłoby być ujawione na
zwykłej stronie internetowej każdej organizacji, która takową
posiada. A jednak pojawia się tu nowa kwestia - BIP łączy się z
odpowiedzialnością za to, co się umieszcza oraz w jednym miejscu
gromadzi dane o organizacji i wydatkowanych przez nią środkach
publicznych. Owszem powiedzą inni, ale spełnienie wymagań
rozporządzenia o BIPie – codzienne archiwizowanie strony na
oddzielnym nośniku czy codzienne sprawdzanie logów serwera to wymóg
nierealny dla polskich organizacji. I tak w rezultacie, nadal nie
uczynimy zadość obowiązującemu prawu.
Wszystko to istotne argumenty, których nie można ignorować.
Trzeba pamiętać, że obowiązki narzucane przez państwo muszą być
możliwe do spełnienia. Tym razem wydaje się, że stworzono system
zbyt wymagający, aby był do podźwignięcia dla organizacji. Nie jest
to zresztą jedyne uregulowanie, które jest trudne do spełnienia. I
o tym warto dyskutować.
A jednak dręczy mnie niepokój
Przy całym szacunku dla problemów podnoszonych przez osoby
sygnalizujące trudności z BIPami, najbardziej niepokoi mnie
kontekst niektórych wypowiedzi. Nie jest to przecież pierwsza
dyskusja o kwestii jawności w organizacjach. Wystarczy przypomnieć
akcję Stowarzyszenia na Rzecz FIP – Bądź jawny! Wydaj
raport roczny czy wspieranie organizacji
spełniających standardy przez Fundację im. Stefana Batorego w
programie Porządnie
poza rządem. Wydawałoby się, że nie ma
większej oczywistości, jak to, że na stronie umieszcza się
informacje o władzach, statut, sprawozdania finansowe lub linki do
bazy organizacji pożytku publicznego i KRS, jeśli organizacja nie
lubi powielać ilości informacji
Niedawno jednak zasłyszałam informację o intrygującym zapisie
w statucie pewnej znanej organizacji. Chciałam sprawdzić, czy tak
jest w rzeczywistości - zajrzałam na jej stronę i poza składem
władz nie znalazłam żadnej informacji z tych oczywistych. Ze strony
tej nie dowiem się też czy są organizacją pożytku publicznego, więc
muszę prowadzić dalsze poszukiwanie w innych miejscach. Sama strona
jest jednak niczego sobie – regularnie aktualizowana, dużo zdjęć i
ciekawych informacji. Myślę sobie, trzeba im powiedzieć, pokazać
jak robią to inni, uświadomić. Zaglądam więc na inne strony
organizacji o podobnym profilu i nagle odkrywam, że to nie jest
wyjątkowa sytuacja. Czyli jednak oczywistość w tym wypadku nie
działa. Obawiam się, że zbyt często argumenty o tym, jak małym
organizacjom trudno będzie spełnić wymagania BIPów podnoszą właśnie
takie silne organizacje. Mają całkiem niezłe strony do
prezentowania swoich osiągnięć, lokal wynajęty od miasta na
preferencyjnych warunkach, sporo środków strukturalnych, na
dokładkę FIO i kilka dotacji z pieniędzy samorządowych. Brak
informacji nie wynika pewnie ze złej woli, ale pokazuje jak wysoko
w hierarchii priorytetów stoi taka wartość jak przejrzystość.
Może zatem warto wywołać temat BIPów jako obowiązkowych
publikatorów elektronicznych, skoro akcje dotyczące samoregulacji
okazały się być przejściowymi modami? Może powinno być jasne, że
tak jak trzeba dbać o księgowość w organizacji, trzeba dbać i o
jawność?
O co walczymy
W dyskusjach na temat BIPów coraz wyraźniej zaczynam jednak widzieć wybijające się dwa wątki – techniczny i ideologiczny. O ile z technicznym można sobie jakoś poradzić i starać się o zmianę, niepokojący wydaje się sygnalizowany brak zrozumienia dla idei BIP. Jak bowiem interpretować wypowiedzi typu:
po co mieszać jeszcze do niego organizacje? po co tworzyć kolejne fikcyjne, nikomu niepotrzebne procedury czy nie dajmy się zwariować bo zaraz będziemy się zastanawiać nad wprowadzeniem jakiegoś pana policjanta aby kontrolował naszą działalność.
W dyskusjach na temat BIPów coraz wyraźniej zaczynam jednak widzieć wybijające się dwa wątki – techniczny i ideologiczny. O ile z technicznym można sobie jakoś poradzić i starać się o zmianę, niepokojący wydaje się sygnalizowany brak zrozumienia dla idei BIP. Jak bowiem interpretować wypowiedzi typu:
po co mieszać jeszcze do niego organizacje? po co tworzyć kolejne fikcyjne, nikomu niepotrzebne procedury czy nie dajmy się zwariować bo zaraz będziemy się zastanawiać nad wprowadzeniem jakiegoś pana policjanta aby kontrolował naszą działalność.
Przy zachowaniu wszystkich proporcji i pamiętaniu o fakcie, że
jesteśmy głównie społecznikami, trudno mi się nie obruszyć na takie
podejście. Tak, BIP jest policjantem. Każda informacja, która mówi
o tym jak wydajemy pieniądze może komuś potencjalnie służyć do
rozliczenia nas z efektywności i prawidłowości ich wydatkowania.
Tak, oczywiście że to jeszcze jeden uciążliwy obowiązek, ale w
założeniach służący czemuś. Tym czymś
jest przejrzystość – gwarancja efektywnego wydawania
środków, lepszego trzymania standardów zarządzania działaniami i
pieniędzmi, a w ostatecznym rozrachunku większego zaufania do
sektora.
Już słyszę ten chór głosów, że wszystko to piękne, ale niemożliwe, bo administracja nam nie daje efektywnie wydawać środków. Bo są za późno, bo trzeba sobie jakoś radzić. Czy to jest jednak powód, żeby tematu unikać? Czy nie lepiej o nim krzyczeć, zwracać uwagę, alarmować?
Moim zdaniem sednem tej dyskusji jest zagadnienie jawności, a nie samego środka technicznego w postaci BIPu. Walczymy o jawność. O to, aby zmienił się wynik badania Indeksu Społeczeństwa Obywatelskiego, gdzie przejrzystość jest najniżej cenioną wartością. Wyżej od niej stoją po kolei ochrona środowiska, demokracja, równość płci, tolerancja, walka z przemocą i w końcu, absolutnie najbardziej cenione – przeciwdziałanie ubóstwu. Skąd biorą się takie wyniki badań? Między innymi z tego, że mniej niż 30% organizacji udostępnia publicznie dane na temat swoich finansów.
Już słyszę ten chór głosów, że wszystko to piękne, ale niemożliwe, bo administracja nam nie daje efektywnie wydawać środków. Bo są za późno, bo trzeba sobie jakoś radzić. Czy to jest jednak powód, żeby tematu unikać? Czy nie lepiej o nim krzyczeć, zwracać uwagę, alarmować?
Moim zdaniem sednem tej dyskusji jest zagadnienie jawności, a nie samego środka technicznego w postaci BIPu. Walczymy o jawność. O to, aby zmienił się wynik badania Indeksu Społeczeństwa Obywatelskiego, gdzie przejrzystość jest najniżej cenioną wartością. Wyżej od niej stoją po kolei ochrona środowiska, demokracja, równość płci, tolerancja, walka z przemocą i w końcu, absolutnie najbardziej cenione – przeciwdziałanie ubóstwu. Skąd biorą się takie wyniki badań? Między innymi z tego, że mniej niż 30% organizacji udostępnia publicznie dane na temat swoich finansów.
Nie widzę możliwości dyskusji z administracją nad zmianami
wymagań dotyczących BIPu, jeśli jako zbiorowość nie próbujemy
podjąć wysiłku realizowania wymogów przejrzystości. Nikt nas nie
potraktuje poważnie jeśli będziemy posługiwać się argumentacją, że
wszystko już jest - jesteśmy jawni i przejrzyści – bo wiadomo, że
nie jesteśmy. Przy czytaniu forum pod tekstem Grzegorza Makowskiego
przypomina mi się momentami żartobliwe powiedzonko naszego
stowarzyszeniowego kolegi Do mnie grzecznie bo ja tu
społecznie!. Czy naprawdę nie zaszliśmy już dalej w
rozwoju?
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
SKOMENTUJ
KOMENTARZE
Nie ma żadnych komentarzy
Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.








