DZIŚ

Międzynarodowy Dzień Walki z RakiemMiędzynarodowy Dzień Walki z Rakiem

Rada niemocy. Wywiad z Marzeną Mendzą-Drozd

Problemy w Radzie Działalności Pożytku Publicznego opisuje i motywy protestu części jej członków wyjaśnia Marzena Mendza-Drozd.

Wiadomość archiwalna

A A A

– W połowie lutego minął rok działania Rady Działalności Pożytku Publicznego drugiej kadencji. Spodziewałam się jakiś podsumowań, ocen pracy, planów na przyszłość. Tymczasem „obchody” rocznicy przebiegają w dość napiętej i niemiłej atmosferze. Co się stało?

W mojej ocenie coś się pogorszyło. Będę mówiła za siebie, każdy z członków Rady może mieć swoją własną, różną ocenę, mam nadzieję, że ją wypowiedzą. Nie byłam członkinią Rady pierwszej kadencji, więc znam to tylko z relacji osób, które w tych pracach uczestniczyły. Na podstawie ich i swoich doświadczeń niestety mam poczucie, że w porównaniu z pierwszą kadencją, w tej kadencji rzeczywiście się pogorszyło. Teoretycznie nic się nie zmieniło: ani w umocowaniu Rady, ani w zakresie kompetencji. Co więcej, można by powiedzieć, że nawet się kilka rzeczy poprawiło. Pojawiła się techniczna możliwość obsługi Rady poprzez wewnętrzną stronę internetową. Dzięki temu nasze głosowania nad różnymi projektami ustaw mogą przebiegać elektronicznie. Z pewnością należy to liczyć na plus. Pojawiła się funkcja sekretarza Rady. To jest pracownik Departamentu Pożytku Publicznego. Jego podstawową funkcją jest obsługa członków Rady, żeby wszystko sprawnie działało. Zostały powołane trzy zespoły robocze: do spraw współpracy i dialogu, do spraw prawnych i do spraw programów i funduszy. Zostali wyłonieni przewodniczący tych zespołów. Pomimo tych wszystkich korzystnych zmian, które wydawałoby się powinny usprawniać pracę, istnieje jakiś nieprzekraczalny problem.

– Na czym on polega?

W moim przekonaniu na niemocy. Jakikolwiek pomysł by się pojawiał w Radzie, okazuje się, że istnieją ciągle jakieś przedziwne przeszkody w jego realizacji. Na przykład: Rada ma budżet – ruchomy, ale ma – na zlecanie różnego rodzaju ekspertyz, które uważa, że są jej potrzebne. Pierwszy pomysł zlecenia ekspertyzy, z tego co pamiętam, pojawił się w marcu zeszłego roku. Przedyskutowaliśmy sprawę poprzez e-mail. Długo, długo nic się nie działo, a po jakimś czasie, okazało się, że my nie możemy sobie tego przedyskutować mailowo, tylko musimy sformułować wniosek i uzasadnienie dla tej ekspertyzy i to w formacie ministerialnym. To jeszcze nic. Zgodziliśmy napisać wniosek w tym zaproponowanym przez nich formacie. Następnie okazało się, że to powinna być uchwała Rady. No dobrze, przy najbliższej okazji możemy podjąć taką uchwałę. Ale wtedy dowiedzieliśmy się, że nawet jeśli podejmiemy uchwałę w tej sprawie, to i tak to idzie najpierw do departamentu prawnego i finansowego ministerstwa. Przechodzi przez wszystkie departamenty w ministerstwie, które nie czytają tego wyłącznie formalnie. Czytają to również merytorycznie. Czyli może się okazać, że pomimo jednogłośnej decyzji Rady dana ekspertyza nie zostanie zlecona, ponieważ w dowolnym departamencie zostanie to ukrócone. Zatem tak naprawdę możliwości zlecenia ekspertyzy okazują się ograniczone. Niech to będzie nawet 1 procent szansy, że ktoś z powodów biurokratycznych bądź administracyjnych utrąci pomysł zlecenia ekspertyzy na taki, czy inny temat. Taka sytuacja sprawia, że motywacja członków Rady do zlecania, do podejmowania całego tego wysiłku jest mniejsza. To nie jest zarzut w stosunku ani do obecnych członków Rady, ani przyszłych członków Rady. Po prostu tak jest. We wrześniu 2006 roku na posiedzeniu Rady podjęliśmy uchwały o konieczności zlecenia trzech ekspertyz. Wtedy już Departament wziął na siebie, między wierszami, przygotowanie tego wniosku, opisanie go i ten cały biurokratyczny ciężar… Mój stan wiedzy przed wczorajszym spotkaniem był taki, że ta ekspertyza nawet nie została zlecona. Pomimo tego, że to monitorujemy. Od czasu do czasu pytaliśmy, co się z tym dzieje. Ekspertyza, którą zleciliśmy we wrześniu pojawiła się po opublikowaniu naszego listu, na spotkaniu, jak królik z kapelusza. Do wczoraj nie wiedzieliśmy, że ją zlecono.

– Czy to oznacza złą wolę po stronie Ministerstwa?

Nie odważyłabym się powiedzieć, że tam jest zła wola. Nigdy nie przyszłoby mi to do głowy. Ani w Departamencie, ani w Ministerstwie. Moim zdaniem, z jakiegoś powodu ranga Rady spadła. Mam takie poczucie jako członek Rady z ramienia organizacji pozarządowych. Przedstawiciele administracji publicznej na posiedzenia Rady de facto nie przychodzą. Być może poprzednio to była jeszcze świeża ustawa, świeża Rada, wszystko było nowe i niosło mnóstwo nadziei. Teraz, słowem najlepiej oddającym to, co się w Radzie dzieje, jest „niemoc”.
cd. na str. 2.
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!

SKOMENTUJ

Uwaga, komentarz pojawi się na liście dopiero po uzyskaniu akceptacji moderatora.

RADA - 2007-02-25, 14:41
Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.