Przejdź do treści głównej

Kocie miasto [foto]

autor(ka): Tomasz Kaczor dla ngo.pl
2018-02-16, 15:43
Mumia trafiła do azylu Fundacji ”Koty z Grochowa” po śmierci swojej pani.
Na zapadce można położyć tylko odrobinę karmy, żeby jej ciężar nie uruchomił mechanizmu zamykającego. Przy wejściu do klatki też nie można zostawić zbyt wiele, bo kot naje się tym, co znajdzie na początku i w ogóle nie dojdzie do zapadki. Najwięcej kładzie się na samym końcu klatki. Kot, jedząc, staje na zapadce, która pod jego ciężarem zwalnia haczyk, drzwiczki klatki zatrzaskują się i gotowe, kot złapany.

 

Tak przebiega odławianie, nazywane czasem mniej elegancko – łapanką. Jednak dla schwytanych w ten sposób wolno żyjących kotów oznacza to początek lepszego życia. I niekoniecznie zerwanie z wolnością.

 

Pani Iwonka pomaga przy odłowieniu kota, którego dokarmia

Pani Iwonka pomaga przy odłowieniu kota, którego dokarmia. 
 

Kot dał się zwabić do klatki. Za chwilkę wejdzie do niej cały i uruchomi zapadkę.

Kot dał się zwabić do klatki. Za chwilkę wejdzie do niej cały i uruchomi zapadkę.
 

Złapany kot przez chwilę szamoce się w klatce, ale uspokaja się natychmiast, gdy tylko zakryje się ją narzutą.

Złapany kot przez chwilę szamoce się w klatce, ale uspokaja się natychmiast, gdy tylko zakryje się ją narzutą.

 

Mówi się, że koty nigdy nie zostały całkowicie udomowione. To wciąż zwierzęta kierujące się instynktem, znacznie silniej, niż na przykład psy. Oznacza to, że nawet najleniwszy, kanapowy Mruczek będzie uwielbiał wysokie wspinaczki, w sytuacji poczucia zagrożenia (np. u weterynarza), jego reakcje będą nieprzewidywalne, a gdy zobaczy za oknem przelatującego ptaka, jego instynkt łowiecki zwycięży i nie będzie miało dla niego znaczenia, że znajduje się na czwartym piętrze.

W mieście na wolno żyjące koty czyha mnóstwo niebezpieczeństw, przed którymi nie uchroni ich nawet instynkt. Świadczy o tym chociażby historia Busika, młodej kotki, nazwanej tak po tym, jak wkręciła się w silnik samochodu, pod którym grzała się i zasnęła. Dzięki szybkiej interwencji skończyło się na amputacji nogi i ogona. Czarna kotka, po kilku tygodniach spędzonych w klinice weterynaryjnej, trafiła pod opiekę Fundacji „Koty z Grochowa”, gdzie przejdzie rehabilitację i będzie oczekiwać na adopcję.

 

Busik, młoda kotka, która straciła tylną łapę i ogon, opuszcza klinikę weterynaryjną by trafić do azylu Fundacji

Busik, młoda kotka, która straciła tylną łapę i ogon, opuszcza klinikę weterynaryjną, by trafić do azylu Fundacji "Koty z Grochowa".

 

O bezpieczeństwo wolno żyjących kotów dbają nie tylko organizacje, ale również społeczni karmiciele, a właściwie karmicielki, bo ponad 90% z nich to kobiety. Na samej Pradze Południe sto osiemdziesiąt zarejestrowanych karmicielek i karmicieli dba o ponad dwa tysiące praskich kotów.

 

Jedno z miejsc dokarmiania kotów. Codziennie rano i wieczorem społeczni karmiciele i wolontariusze fundacji dbają o to, by kocie miski nie były puste.

Jedno z miejsc dokarmiania kotów na Pradze Południe. Codziennie rano i wieczorem społeczni karmiciele i wolontariusze fundacji dbają o to, by kocie miski nie były puste.

 

W całej Warszawie pod opieką takich osób żyje około trzydzieści tysięcy wolno żyjących kotów – to prawdziwe kocie miasto w mieście, tylu mieszkańców ma na przykład Grodzisk Mazowiecki. Warto pamiętać, że takie koty stanową w miastach naturalny element ekosystemu, a ich obecność w budynkach zapobiega choćby rozmnażaniu się gryzoni.

 

 

Karmicielki i karmiciele mogą zarejestrować się w Urzędzie Miasta, dzięki temu otrzymują darmową karmę na każdego kota, którego otaczają opieką. Warunkiem jest jednak sterylizacja zwierzaków. Dzięki specjalnym talonom, można wykonać ją na koszt miasta. Jeśli opiekunowie tego nie zrobią – tracą przydział karmy.

Karmicielki nigdy jednak nie poprzestają na karmie z urzędu, tej starcza jedynie na kilkanaście dni w roku. Pani Bronka, która pod opieką ma około dwadzieścia wolno żyjących kotów, przynosi im porcje kurzych serc. Inne panie przygotowują swoim kotom gorące posiłki dbając o to, by zwłaszcza zimą, ich podopieczni codziennie zjedli „coś na ciepło”.

 

Pani Bronka na swoim podwórku na Grochowie ma pod opieką około 20 wolno żyjących kotów.

Pani Bronka na swoim podwórku na Grochowie ma pod opieką około 20 wolno żyjących kotów.
 

Generał, jeden z jej podopiecznych, delektuje się kurzymi sercami od swojej karmicielki.

Generał, jeden z jej podopiecznych, delektuje się kurzymi sercami od swojej karmicielki.
 

Podwórko pani Bronki to prawdziwe kocie królestwo.

Podwórko pani Bronki to prawdziwe kocie królestwo.
 

W ciągu roku z jednej kociej pary może przyjść na świat nawet kilkanaście kociąt, które już po około pół roku same zaczną się rozmnażać. Trudne warunki, w których często żyją młode kociaki sprawiają, że z powodu chorób, zimna i głodu co roku w miastach umiera ich tysiące. Sterylizacja jest jedyną humanitarną drogą do ograniczenia populacji wolno żyjących kotów, a ponadto poprawia ona ich zdrowie i kondycję. By oznakować wysterylizowane koty, przycina się im koniuszek ucha. Zabieg jest bezbolesny, wykonuje się go pod narkozą. Przycięte ucho w żaden sposób nie wpływa na funkcjonowanie zwierzaka, a dla ludzi zajmujących się miejskimi kotami jest to znak, że mogą oszczędzić mu stresu związanego z powtórną łapanką.

Odłowione koty, po sterylizacji i kontroli weterynaryjnej (szczepieniach i drobnych zabiegach), wracają do swojego naturalnego środowiska, czyli na ulicę. Jednak część kotów, które podczas łapanek trafia do klatek, nie znalazła się na ulicy z własnej woli – porzucone lub zaginione, przyzwyczajone do ludzkiej opieki, nie radzą sobie w trudnych warunkach dzikiego życia. Takie koty po zabiegu trafiają do domów tymczasowych lub azylów, gdzie czekają na adopcję.

 

W azylu Fundacji koty pod opieką wolontariuszy dochodzą do pełni zdrowia i czekają na adopcję. Nina, jedna z założycielek Fundacji, podaje kroplówkę Budrysce.

W azylu Fundacji „Koty z Grochowa”, koty pod opieką wolontariuszy dochodzą do pełni zdrowia i czekają na adopcję. Nina, jedna z założycielek Fundacji, podaje kroplówkę Budrysce.
 

Rudy Zychu z izolatki, gdzie leczy koci katar, przygląda się figlom Gandalfa.

Rudy Zychu z izolatki, gdzie leczy koci katar, przygląda się figlom Gandalfa.


Dowiedz się, co ciekawego wydarzyło się w III sektorze. Śledź wydarzenia ważne dla NGO, przeczytaj wiadomości dla organizacji pozarządowych.
Odwiedź serwis
wiadomosci.ngo.pl.



Poznaj ofertę SCWO: warszawa.ngo.pl/scwo



Źródło: informacja własna ngo.pl
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 14 0

Skomentuj

KOMENTARZE

Nie ma żadnych komentarzy

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • aktywność lokalna
  • ekologia, środowisko
  • społecznicy
  • zwierzęta