Przejdź do treści głównej

Edukacja seksualna. NGO wypełniają braki [wywiad]

autor(ka): Ignacy Dudkiewicz, warszawa.ngo.pl
2017-12-19, 05:48
Joanna Skonieczna
– To organizacje pozarządowe starają się uzupełniać luki w programie wychowania do życia w rodzinie – mówi Joanna Skonieczna z Grupy Edukatorów Seksualnych Ponton.

Ignacy Dudkiewicz: – Rozmaite badania i statystyki pokazują, że liczba uczniów i uczennic warszawskich szkół wszystkich poziomów, którzy uczestniczą w zajęciach z wychowania do życia w rodzinie, systematycznie spada. Skąd się to bierze?

Joanna Skonieczna, Grupa Edukatorów Seksualnych Ponton: – Najlepiej spytać o to samą młodzież. Dlatego Grupa Ponton przeprowadziła wśród niej badanie, w którym zapytaliśmy o to, jak wyglądają zajęcia z edukacji seksualnej, które są im oferowane w szkołach. Podobne dane zbierał Instytut Badań Edukacyjnych.

Skoro coraz mniej uczniów w nich uczestniczy – na poziomie szkół średnich w Warszawie już mniej niż połowa – to chyba nie najlepiej…

J.S.: – Niestety. Młodzi ludzie wskazują na kilka czynników, które sprawiają, że nie mają ochoty chodzić na tak zwany WDŻ. Po pierwsze, okazuje się, że zajęcia są niedostosowane do potrzeb uczniów i uczennic. Młodzież nie dowiaduje się na nich tego, czego rzeczywiście chciałaby się dowiedzieć. Nie ma też wpływu na program lekcji – wielu nauczycieli nie odpowiada na jej pytania. A te tematy, które są już poruszane, często omawiane są pobieżnie i bez pogłębienia. Młodzież skarży się też po prostu na nudę, niekompetencję prowadzących, ich niechęć do dyskusji i wstydliwość.

Wstydliwość?

J.S.: – Może trudno w to uwierzyć, ale słyszymy o nauczycielach i nauczycielkach wychowania do życia w rodzinie, którzy pąsowieją, gdy mają powiedzieć słowo „seks”. Albo o prowadzących, którzy przychodzą na zajęcia i wprost mówią, że nie są do tego przygotowani. A mówimy przecież po prostu o dziedzinie wiedzy!

Inną przeszkodą dla uczestnictwa w zajęciach jest traktowanie ich po macoszemu przez dyrekcje szkół. Jeśli lekcja odbywa się na pierwszej lub ostatniej godzinie, a do tego jest nieatrakcyjna i nieobowiązkowa, to w efekcie wielu uczniów i uczennic woli mieć jednak czas wolny, zamiast się nudzić. Zdarza się nawet, że władze szkoły wprost proszą rodziców o podpisanie formularza z brakiem zgody na uczestnictwo w WDŻ, bo organizacja tych zajęć jest dodatkowym problemem.

Mówi pani, że podczas lekcji brakuje tematów, którymi zainteresowana jest młodzież. To znaczy jakich?

J.S.: – Podczas zajęć najczęściej pojawiają się takie wątki jak budowa narządów płciowych, fizjologia, rozmaite kwestie związane z miesiączką czy cyklem menstruacyjnym. Natomiast to, jakich tematów brakuje, wyraźnie widzimy, gdy odbieramy maile i telefony od młodych ludzi z ich pytaniami. To pokazuje, jakich treści nie poznali oni ani w domu, ani w szkole.

Odpowiadamy więc regularnie na pytania o antykoncepcję. Młodzież pyta, jak jej używać, co zrobić, jeśli dziewczyna zapomniała wziąć tabletki, opisuje sytuacje, które w ich odczuciu niosą ze sobą ryzyko pojawienia się ciąży. Niektóre z nich – przerwa w stosowaniu antykoncepcji hormonalnej czy pękniecie prezerwatywy – rzeczywiście z tym ryzykiem się wiążą. W takich sytuacjach pytają o antykoncepcję awaryjną, jak ją zdobyć oraz co zrobić, gdy spotykają się z odmową wypisania recepty przez lekarza. Ale pytają też o rzeczy, które mogą nam się wydawać absurdalne, ale dla nich takie nie są.

Proszę o przykład.

J.S.: – Dzwoni do nas dziewczyna, która przytulała się ze swoim chłopakiem w samej bieliźnie i pyta, czy w związku z tym może zajść w ciążę. Albo czy może dojść do zapłodnienia przez korzystanie z tej samej toalety. I tak dalej. Młodzieży brakuje absolutnie podstawowej wiedzy na temat tego, jak dochodzi do zapłodnienia i jakie warunki muszą być spełnione, żeby dziewczyna zaszła w ciążę.

To – można by rzec – twarda wiedza. Ale istnieje też cała sfera relacji. Z nią też są problemy?

J.S.: – Równie duże. Odpowiadamy na wiele pytań dotyczących właśnie budowania związków, tego, co w związku wolno, powinno się, a co jest przekroczeniem granicy przez jedną ze stron. Dzwonią do nas dziewczyny i chłopcy, którzy nie wiedzą, jak odmówić seksu swojemu partnerowi czy partnerce. Brakuje im asertywności, nie wiedzą, jak powiedzieć „nie”, czują presję. Dotyczy to też różnych konkretnych zachowań czy form życia seksualnego. Pamiętajmy, że młodzież bardzo często czerpie wiedzę na temat seksualności z pornografii. Dlatego nie dziwi nas, gdy dzwoni dziewczyna, która mówi, że jej chłopak ogląda bardzo dużo filmów pornograficznych i która boi się, że będzie rozczarowany, gdy pójdzie z nią do łóżka. Piszą do nas również chłopcy, którzy mówią, że widzieli, ile trwa stosunek na filmach, jak wyglądają aktorzy i boją się, że się nie sprawdzą i „na zawsze zostaną prawiczkami”.

Z badań Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę wynika, że blisko połowa nastolatków ma styczność z pornografią. Tym mocniej uwiera brak w szkolnej edukacji wielu treści z zakresu właśnie komunikacji, asertywności, szacunku dla drugiej osoby czy prawdziwego obrazu życia seksualnego.

Używa pani nazwy: „edukacja seksualna”. Nie lubi pani określenia „wychowanie do życia w rodzinie”?

J.S.: – To nazwa w pewnym sensie uczciwa, bo dokładnie odzwierciedla to, jak prowadzone są te zajęcia. Nowa podstawa programowa kładzie wyraźny nacisk na bardzo tradycyjne rozumienie rodziny i forsowanie takich postaw jak pobieranie się i posiadanie dzieci. Młodzież często mówi, że wygląda to jak wkładanie im do głów jednego, słusznego modelu – heteroseksualnej, tradycyjnej rodziny z dziećmi. A to wyklucza możliwość rozmowy o innych decyzjach – też przecież uprawnionych.

Skoro w podstawie programowej są braki, to może organizacje pozarządowe mogą je wypełnić? Czy warszawskie szkoły zwracają się do państwa o wsparcie i prowadzenie zajęć?

J.S.: – Tak. Proponujemy taką współpracę szkołom przez naszą stronę internetową. Do tych, które się zgłoszą, chodzimy wolontariacko prowadzić zajęcia. Trochę takich szkół jest, ale mamy też ograniczone zasoby. Co ciekawe, ostatnio widzimy bardzo duże zainteresowanie prowadzonymi przez nas zajęciami nie ze strony samych szkół, ale rodziców, którzy dzwonią do nas, pytają, w jaki sposób można nas zaprosić. Widzą, że muszą wziąć sprawy w swoje ręce, bo szkoły nie wypełniają obowiązku zapewnienia młodzieży odpowiedniej wiedzy. Szczególnie wyraźnie można to było dostrzec w zeszłym roku, kiedy mniej szkół zgłaszało się do nas samodzielnie.

Z czego to wynikało?

J.S.: – Dostawaliśmy wiadomości, że szkoły trochę obawiają się współpracować z nami i prowadzić realne zajęcia z edukacji seksualnej na swoim terenie w związku ze zmianą władzy. Ale to się zmienia. Znów jest więcej dyrekcji i nauczycieli, którzy chcą z nami współpracować, bo widzą, że jest taka potrzeba.

Wiceprezydent Warszawy, Michał Olszewski, publicznie ogłosił, że nie pośle swojego dziecka na zajęcia z wychowania do życia w rodzinie ze względu na nową podstawę programową. Może to samorząd mógłby być ewentualnym sojusznikiem dla państwa działań?

J.S.: – Aktualnie nie współpracujemy z samorządem warszawskim, ale zdecydowanie widzimy taką możliwość. Wyobrażam sobie na przykład, że miasto mogłoby zdecydować się – w ramach prowadzonej przez siebie polityki zdrowotnej w zakresie profilaktyki – wesprzeć działania mające na celu wyposażenie młodzieży w wiedzę na temat zdrowia reprodukcyjnego i seksualnego. Tych treści również brakuje, a także o takie zdrowie należy dbać. Większość młodzieży słyszy choćby o samobadaniu piersi, ale – z nieznanych przyczyn – uczniowie rzadziej dowiadują się o samobadaniu jąder. Rzadko też mówi się o profilaktyce infekcji i chorób przenoszonych drogą płciową i o tym, że prezerwatywa jest jedyną skuteczną metodą ochrony przed nimi.

Słowem: organizacje pozarządowe starają się uzupełniać luki w programie WDŻ?

J.S.: – Na ile możemy – tak. To bardzo potrzebne. Również dlatego, że kolejnym, często pomijanym podczas tych zajęć tematem jest przemoc w związkach – także seksualna. Ta dziejąca się w szkole – jak na przykład mieszczące się w opinii wielu dorosłych w normie zachowania, takie jak strzelanie dziewczynkom ze staników, ta dotykająca młodzież poza szkołą, dokonująca się na przykład w internecie, oraz ta, z którą młodzi ludzie mogą się spotkać, gdy dorosną.

To wszystko są zbyt poważne sprawy i zbyt poważne braki, by nie próbować im zaradzić.

 

Joanna Skonieczna – specjalistka zdrowia publicznego, edukatorka seksualna, trenerka umiejętności psychospołecznych.


Dowiedz się, co ciekawego wydarzyło się w III sektorze. Śledź wydarzenia ważne dla NGO, przeczytaj wiadomości dla organizacji pozarządowych.
Odwiedź serwis wiadomosci.ngo.pl.




Poznaj ofertę SCWO: warszawa.ngo.pl/scwo



Źródło: inf. własna [warszawa.ngo.pl]
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!
Wyraź opinię 3 0

Skomentuj

KOMENTARZE

Nie ma żadnych komentarzy

Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

  • edukacja
  • edukacja seksualna
  • młodzież
  • współpraca z administracją